Jeśli zamkniesz oczy i poczujesz swoje stopy mocno stojące na Ziemi, możesz sobie wyobrazić, że jesteś łodygą pszenicy, której korzenie są mocno złączone z ziemią i otaczają w polu inne łodygi. Możesz poczuć, jak wiatr wygina cię swoimi uderzeniami i pamiętać, jak było wiele lat temu. Jak byłeś ziarnem, zarodkiem pszenicy, ledwo świadomym w ciemnej wilgoci Ziemi, jak się przebudziłeś, nabierałeś sił, otwierałeś i wzrastałeś, wyciągałeś swoje cienkie zielone ramiona do góry, i swoje cienkie białe nogi do dołu, koniec w górę, koniec w dół, koniec w górę, koniec w dół, aż w końcu otworzyłeś przejście do światła, i, jak tylko słońce cię ogrzało, twoje stopy cię trzymały, abyś mógł pić i odświeżać się rześką wodą czerpaną z Ziemi. Pamiętaj. Pamiętaj jak wyrosłeś z łodygi do młodej rośliny, większej i silniejszej, potem do dojrzałego zboża, wysokiego i przystojnego, z głębokimi korzeniami, wyciągniętego wysoko. A potem słońce nadało ci złoty kolor, jako dar dojrzewania i teraz stoisz tu, silny i dojrzały. Gotowy. Gotowy, aby zrobić kolejny krok, dokonać kolejnej przemiany. Następny dar, i całkowite spełnienie tej części twojego życia. Pamiętaj wszystko, co się dokonało. Pamiętaj.
Zatrzymaj się i pamiętaj, że czas, przez który płyniesz, przepływa przez ciebie.
Coś więcej niż historia...
Dawno, dawno temu, kiedy na świecie żyły jeszcze smoki i dziewice, a bogowie zajmowali się swoimi boskimi sprawami, istniał kult Ziemi, czczonej pod postacią bogini Gai. Kult ten, znany potocznie druidyzmem, uznawał Gaję za matkę wszystkich stworzeń.
Po tym, jak nastał Armaggedon i bogowie odeszli, ludzie musieli się nauczyć ufać sobie i wierzyć tylko w siebie. Z czasem jednak pojęli, że istnieje potęga, której nie są w stanie się oprzeć, potęga natury. Trudno powiedzieć, czy źródło druidyzmu tkwi w tej pierwszej iskierce zrozumienia, czy tez sam druidyzm odrodził się później, jako próba szukania przez ludzi potęgi alternatywnej do świata demonów.
Nie wiadomo, kiedy dokładnie powstał pierwszy krąg druidyczny. Być może na skutek zgromadzenia "wiedzących" w obliczu jakiegoś zagrożenia, lub też, co bardziej prawdopodobne, był on konsekwencją jakiejś libacji osób o mniej lub bardziej podobnych poglądach na to, co bardzo naturalne. Przekazy ludowe są bardzo zawiłe w tej kwestii.
Wiadomo natomiast, że powstał on w Cesarstwie, tysiące lat temu. Podania głoszą, ze pierwszym druidem był niejaki Rosomak. Jednocześnie wszyscy milczą na temat jego prawdziwego imienia. Tradycją stało się nadawanie drugiego imienia druidom przystępującym do Kręgu, podczas Rytuału Przyjęcia. W tamtym czasie również ustaliła się struktura, która nie zmieniła się do dziś.
Wszyscy druidzi tworzą Krąg. Na czele Kręgu stoi główny kapłan. Jest on utożsamiany z Ziemią, przewodzi rytuałom i pełni funkcję reprezentacją. Do Kręgu nie są zaliczani nowicjusze, czyli osoby pragnące związać swój los z Ziemią i pobierające nauki u druidów. Nowicjusze mogą brać udział w obradach Kręgu jako słuchacze. Mają także prawo do udziału w dyskusji, ale nie mają prawa podejmowania decyzji wraz z druidami. Prawo decyzji zyskują w momencie przejścia Rytuału Przyjęcia. Na pewien czas przed rytuałem nowicjusze są zobowiązani udać się na wędrówkę, która między innymi ma na celu utwierdzić ich w postanowieniu przystąpienia do Kręgu lub też pokazać inną ścieżkę, którą mogą podążać.
Początkowo wszyscy druidzi zbierali się w Kręgu przynajmniej raz do roku w czasie przesilenia zimowo - wiosennego. Przybywali z różnych stron Cesarstwa na Rytuał Świtu. Rytuał Zmierzchu, który był odprawiany podczas przesilenia jesienno - zimowego nie był obchodzony tak hucznie, jak pierwszy i prawdopodobnie dlatego nie stał się głównym świętem.
Mijały wieki, a krąg druidyczny powiększał się. Bardzo wielu młodych ludzi pragnęło do niego przystąpić, trudno powiedzieć czy z miłości do Ziemi, czy też dlatego, że nie godzili się na życie, jakie wiedli ich najbliżsi. Druidzi cieszyli się przychylnością Cesarzy, wynikającą z szacunku do samej Ziemi lub z obawy przed nią. Być może również z obawy przed niepokojami społecznymi. Tak było przez wiele wieków.
Za czasów rządów Cesarza Erspana XVII sytuacja uległa zmianie. Ten, widząc rosnącą potęgę druidów wydał edykt stanowiący, że nie powinni oni oddalać się od lokalnego miejsca kultu nie dalej, jak o dwie wsie, w przeciwnym razie są zobowiązani płacić takie same podatki jak inni. Poza tym zostało im zabronione polowanie w Cesarskich lasach. Edykt ten został bardzo negatywnie odebrany zarówno przez ludność, jak i przez samych zainteresowanych. Druidzi, oprócz tego, że są bardzo cenionymi lekarzami i egzorcystami, są także z natury ludźmi ciekawymi świata i rzadko zdarzają się odludki. Pierwszy Edykt wywołał rozdźwięk pomiędzy nimi a władcą. Wielu opuściło Cesarstwo. Taka sytuacja trwała przez kilka lat, do czasu pewnej wątpliwej przepowiedni.
Pewnego dnia nadworny astrolog Cesarza przepowiedział śmierć Cesarza i osłabienie potęgi Imperium. Miało to mieć według niego związek z druidami i mocą, o której dawno w tej krainie nie było słychać, mocą demonów. Podobno podczas ostatniego przesilenia Korona weszła w nieharmonijny układ z Kamieniem Druidów i nastąpiło zaćmienie. Ponadto, co się przez wiele wieków nie zdarzyło, Oko Demona znalazło się w ascendencie. Takiego układu gwiazd od dawna nie widział żaden astrolog.
Erspan XVII był bardzo przesądnym człowiekiem, i niemal ślepo wierzył we wszystkie proroctwa i horoskopy. Mocno zaniepokojony przepowiednią wydał drugi edykt, wyjmujący druidów spod prawa. Po traktach i miastach zostało ogłoszone, że druidzi zawarli pakt z demonami i parają się ich magią. Zaczęły się polowania łowców głów, z nieoficjalnym błogosławieństwem Lorda Falkirka, zarządcy Ziem Wschodnich. Jedną z ofiar polowań stała się Główna Kapłanka. Druidzi zaczęli uciekać z Cesarstwa.
Ziemia gwałtownie reagowała na śmierć swoich dzieci. Przez kolejne osiem lat od wydania Edyktu Cesarstwo nawiedzały gwałtowne burze i huragany. Rzeki wylewały i zatapiały okoliczne wsie. Wyglądało na to, że natura postanowił sprzeciwić się postępowaniu władcy.
Tymczasem po Cesarstwie zaczęły krążyć plotki, że w niewielkim księstwie, leżącym na południowy zachód od Cesarstwa, istnieje wielkie skupisko magii. Plotka ta budziła zarówno ciekawość i niepokój, gdyż po Armagedonie, którego jedną z głównych przyczyn była bezmyślna ingerencja magów w moce natury, przez tysiąclecia magia była traktowana jako tabu. Wielu śmiałków, głupców i marzycieli decydowało się na wyprawę do tamtej krainy. Także niektórzy druidzi postanowili udać się do księstwa, jak się później okazało, noszącego miano Ostrogrodu. Zaniepokoiła ich bowiem wiadomość o skupisku mocy, która może być przyczyną zachwiania równowagi natury i powtórnego zniszczenia świata.
Jedną z osób, która udała się w tamte strony była Abishay, znana wśród druidów jako
Pustułka. Tak jak inni, niemal cudem ocalała z obławy, postanowiła się udać do Ostrogrodu, gdzie, jak miała nadzieję, nadal żył jej ojciec. Kiedy przekroczyła góry, odnalazł ją jeden ze zwiadowców namiestnika Ostrogrodu. Z jego opowieści wynikało, że trwały tam przygotowania do rytuału zasadzenia świętego drzewa, które byłoby jednocześnie strażnikiem przejścia do świata demonów. Namiestnik rozesłał zwiadowców, aby ci nakłonili napotkanych druidów do wzięcia udziału w rytuale.
Niestety nie udało się Pustułce dotrzeć na czas Rytuału. Kiedy przybyła, ten już się odbył i mogła jedynie złożyć pokłon Drzewu. Została jednak w tej krainie, odnalazła ojca i postanowiła związać swój los z tym miejscem. Czuła, że Ziemia ją wybrała. Kilka miesięcy później, już jako Główna Kapłanka wzięła udział w Rytuale Inwestytury, podczas którego władca wiązał się z Ziemią.
Od tego czasu Rytuał Świtu został odprawiony na terenie Ostrogrodu osiem razy. Jednocześnie po raz drugi zaczął się odradzać Krąg. Starsi druidzi przybywali w te okolice. Niektórzy powędrowali dalej. Wielu młodych ludzi, pragnących związać swój los z Ziemią także skierowało się w stronę Ostrogrodu.
txt. Agnieszka "Aileen" Bartnik
Uwagi ogólne
Na początek kilka słów wstępu. Podczas kolejnych Orkonów temat druidów był podejmowany wielokrotnie. Zawsze była jakaś grupa która nimi grała i chyba każda z nich miała inną wizję jak powinna wyglądać ta kasta. Kiedy tylko pojawiły się pierwsze informacje w sieci na temat druidów odezwały się głosy sprzeciwu i krytyki. Oprócz zwyczajnego czepiania się wynikającego chyba z nadmiaru wolnego czasu przy komputerze były też rozsądne uwagi i uzasadnione pretensje. Pojawił się zarzut, że nie uwzględniono w koncepcji druidów wszystkiego, co przez lata zostało w tym temacie zrobione. To prawda. Bardzo przepraszamy wszystkich niezadowolonych i jest nam ogromnie przykro, ale i tak nie da rady zebrać wszystkich tych wątków razem aby efekt nie był, delikatnie rzecz ujmując, żałosny. Chcąc stworzyć w miarę logiczną całość część rzeczy została odrzucona a część zepchnięta na margines i nic się na to nie poradzi. A teraz nieco o koncepcji druidów na tegorocznym
Orkonie:
Wiele osób ma rozmaite wyobrażenia na temat druidów, które mogłyby wpłynąć na odbiór stworzonego na potrzeby świata kultu i w nieprzewidziany przez autorów scenariusza sposób zakłócić przebieg gry. W jaki? Nie wiem i nawet nie chcę sobie wyobrażać. Trzymam się zasady, że "im mniej wiesz- tym lepiej śpisz". Niestety, istnieje kilka bardzo popularnych wizji z którymi (chociaż nie bez bólu serca) musimy na czas gry się rozstać. Oto niektóre z nich:
Wersja flower power: druidzi to grupa leśnych dziadków zajmujących się niemal wyłącznie chronieniem ziemi przez jej naturalnym wrogiem jakim oczywiście jest człowiek. W wolnych chwilach lubią pogawędzić ze zwierzętami i zasadzić kilka dębów. To drugie jest przyczyną stale rosnącej liczby świętych gajów, które następnie przemieniają się w puszcze- bezlitośnie wycinane przez złych drwali.
Wersja "Panoramix": druidzi to samotni starsi ludzie żyjący sobie gdzieś na uboczu na koszt społeczności. Zawsze mają doskonały humor i chętnie służą dobrą radą, w wolnych chwilach sadzą dęby które potrzebne są do pozyskiwania jemioły (nota bene rośliny silnie trującej), której używają do przyrządzania mocno podejrzanego napoju. Naturalnym wrogiem druidów są oczywiście rzymianie.
Wersja Juliusza Cezara: druidzi to banda niebezpiecznych psychopatów wykazujących patologiczną potrzebę ciągłego składania krwawych ofiar ze wszystkiego co się rusza i na drzewo nie ucieka (pisząc "drzewo" mam oczywiście na myśli dęby). Druidzi nie maja wrogów, bo wszystkich złożyli już na ołtarzu. Zła wiadomość dla miłośników Celtów. Nasi druidzi nie są nawet w połowie tak wpływowi i potężni jak ich pierwowzór... Byliby wtedy strasznie przepakowani.
Kim są druidzi?
W największym uogólnieniu, druidzi to rodzaj nieco wyobcowanej społeczności, której fundamentem jest wspólna wiara. To raczej nie "profesja" a sposób życia. Struktura tej grupy jest raczej mało skomplikowana i opiera się na prostych podziałach.
Można porównać ją do drzewa. Jego korzeniami i zarazem podstawą na której opiera się całość są kapłani. To właśnie oni nazywani są potocznie "druidami" mimo, że nie tylko do nich odnosi się ta nazwa. Odprawiają rytuały, krzewią wiarę, dbają o zachowanie wiedzy i jej dalszy przekaz. Są nauczycielami i doradcami. Ponieważ zanim dojdą do tego etapu często zdążą się zestarzeć (a także dlatego, że wiek jest synonimem mądrości) często kojarzeni są z wizerunkiem dostojnego starca, z długa siwą brodą w białych szatach. Do bród nic nie mam. O szatach będzie później. Jest to wizerunek może nie fałszywy a lekko zafałszowany. Nie jest to kasta męska. Zdominowana przez mężczyzn...
być może. Są jednak kobiety druidki.
Wśród druidów szczególną pozycję zajmują Pieśniarze. Dbają oni zarówno tradycję, przechowują legendy i opowieści dla następnych pokoleń jak również zbierają je podróżując po świecie. Zresztą zbierają nie tylko historie. Nie jest tajemnicą,
że chociaż druidzi unikają angażowania się w politykę (według niektórych plotek to właśnie było jedną z przyczyn ich wygnania z Imperium) to lubią wiedzieć co się dzieje w okolicy. Pieśniarz jest więc zaraz rodzajem ambasadora druidów. Wśród nich jest wielu takich, którzy pomimo miłości jaką darzą Ziemię nie pragną wcale spokojnego życia jakie Ta może im ofiarować, po prostu lubią podróże, przygody i kontakt z innymi ludźmi (i nie tylko ludźmi).
Wiadomo, że najwyższą pozycję zajmuje tradycyjnie Najwyższa Kapłanka (to nazwa "zewnętrzna", druidzi mają własną) ale inne podziały nie są znane szerzej. Oczywiście nie wszyscy członkowie opisanej społeczności muszą należeć do którejś z wymienionych grup. To jakby podstawowy wzorzec, idea... ale druidzi ucieszą się z każdego kto podzieli ich wiarę i będzie chciał z nimi żyć według ich zasad.
Naturalnie, rzeczywistość zawsze odbiega od ideału i istniejąca struktura nie jest prostym odwzorowaniem opisanej. Druidów jest mało, znajdują się na wciąż obcym gruncie i będzie musiało minąć wiele lat zanim (jeśli stanie się to kiedykolwiek) ich organizacja będzie taka jak powinna.
Zasadniczo druidami zostają ludzie. Inne rasy wykazują niewielkie chęci ku temu. Zdarzają się oczywiście wyjątki, ale są one bardzo rzadkie. Przyczyny tego stanu są rozmaite. Nie wnikając w nie teraz zbyt szczegółowo zaznaczę niektóre. Elfy.... wydawałoby się,że taki doskonały materiał na druida. I tak biega po lasach, więc jest już w połowie drogi do zaangażowania się w religię, która mówi, że wszystko co żywe pochodzi od Ziemi, jest równie ważne i powinniśmy szanować jego istnienie jako takie. ( To była ideologia w dużym uproszczeniuJ ) Tylko dlaczego miałyby to robić? One same to wiedzą, a jeśli wiedzą to w tym miejscu kończy się wiara. Dla nich współistnienie ze światem jest stanem naturalnym i nie potrzebują tego faktu powielać poprzez kult. Zresztą nie czci się tego, co znajome i codzienne bo nie jest takie interesujące. Krasnoludy. Ziemia jest po to by na niej (lub w niej) mieszkać. Nie potrzebują zastanawiać się czy zjedzony na obiad królik był ich siostrą czy bratem. Bliski związek z ziemią nie jest za dobry o czym przekonał się każdy krasnolud oglądając co zostało z jego kumpli gdy załamały się stemple w korytarzu. Orki... no tak... nie chcąc narażać się członkom tej wspaniałej rasy zalecam wnikliwą analizę bukietu zapachów unoszących się od ich jaskiń aby samemu zdecydować w jakiej sytuacji (oprócz pośmiertnej) mają najbliższe związki z ziemią (to tylko moja opinia, proszę inne rasy o ustosunkowanie się do tego).
Druidzi dbają o zachowanie równowagi w świecie, ale trzeba pamiętać, aby nie odbierać jej w nasz sposób. Zabijanie zwierząt, wycinanie lasów i inne tego typu praktyki odbierane często przez nas jako zagrożenie dla natury nie są nim dla druidów. Oczywiście czasami bezmiar głupoty prowadzi do sytuacji, kiedy ilość dóbr uzyskiwanych z przyrody jest niewspółmierna do jej możliwości odbudowy, ale zazwyczaj sami sprawcy tego stanu w porę kojarzą,że coś nie gra. A nawet jeśli nie to wystarczy niewielka "sugestia".
Żadna z ras nie jest gorsza, mniej ważna czy bardziej niebezpieczna dla Ziemi.
Prawdziwym zachwianiem tego, co dla ułatwienia nazywamy równowagą jest zbyt bliski kontakt z innym wymiarem spowodowany używaniem, a raczej nadużywaniem magii. Magia sama w sobie jest wbrew naturze i jako taka z nią silnie reaguje. Są też na pewno inne rzeczy, które również mogłyby tak wpływać, ale korzystanie z mocy jest ogromnie pociągające i właśnie dlatego niebezpieczne. Nic się nie stanie od sporadycznie rzuconego zaklęcia, ale od setek? Od przyzywania istot dla których nasz świat na pewno nie jest odpowiednim miejscem? Jak silne jest to zagrożenie mogli przekonać się nieliczni, którzy zauważyli co się działo jeszcze niedawno.
Pomimo, że druidzi odbierają magię jako zagrożenie i nie przepadają szczególnie za magami nie są z nimi w otwartym konflikcie.
txt. Urszula Michalska