Stary Świat - Mitologia

Stary świat




Władca Demonów
- Przebudzenie
bogów
- Arrathot - Bunt
bogów i powrót Setha


Wielka wojna z Sethem - Przebudzenie
Arrathota i powrót Zabójcy Bogów


Mroczny Wódz - Powrót
Setha i odejście Arrathota
- Cisza przed
burzą


Dzień sądu ostatecznego - Boskie
miłosierdzie

Władca Demonów

Na początku był ogień, płonący gdzieś w
głębinach. Żar palący serca i nicość pożerająca
dusze.

Wśród płomieni pracowali kowale, wykuwający
dla Władcy Demonów światy, i rzeźbiarze, tworzący dla
niego bogów. I Władca bawił się marionetkami w setkach
światów, grając ze swoim bratem w piekielną grę o władzę
nad kosmosem, tworząc i niszcząc miliony. A tej grze
przypatrywała się Księżna.

Stało się, że upodobali sobie jeden ze światów
i na nim toczyli swoje boje, często zderzając się w
krwawych bitwach, gdzie ginęli bogowie i demony, a oni z
okrzykiem radości na ustach, mieczami czarnymi od posoki i
ekstazą w oczach, ścierali się ze sobą, a niebo płonęło.
I tak toczyła się wieczna wojna, dopóki Księżna nie
zamieszkała w zamku brata Władcy.

Wściekłość Władcy Demonów nie miała
sobie równych. Wielkie armie sprowadził z Otchłani i
ruszył przeciwko bratu, by zniszczyć wszystko, co było mu
drogie. Książę spotkał się z nim na Spopielonej Równinie,
gdzie przez rok toczyła się bitwa, a wojownicy brodzili po
kolana we krwi, stojąc na ciałach poległych. I bracia
spotkali się w pojedynku, trwał on miesiąc, gdyż obaj
byli równie ogarnięci wściekłością. Widząc, że żaden
nie jest w stanie pokonać drugiego, zawrócili do swoich
zamków. Ale nie wiedział Książę, co zastanie po
powrocie.

Przebiegły Władca Demonów przez rok zmagał
się z Księciem na Spopielonej Równinie tylko po to, aby
jego słudzy mogli w spokoju najechać na zamek i zabić
znajdującą się tam Księżną. Gdy pan wrócił do swej
siedziby, ujrzał płonący stos pogrzebowy, a gdy jego ryk
dotarł do uszu Władcy Demonów, ten uznał, że nadszedł
czas.

Pchnął swoje legiony, by oblegać zamek
brata, mając nadzieję, że rozpacz go osłabi. Ale i tym
razem jego szturm został odparty. Książę, ogarnięty wściekłością
i żalem, przyzwał moce kosmosu i wieczności i spalając
się zabrał ze sobą w nicość Władcę Demonów. Kosmos
pozostał bez pana.

Przebudzenie bogów

Wtedy zbudzili się bogowie i zdali sobie
sprawę, że są wolni. A ponieważ byli potężni, bo
takimi stworzył ich Władca Demonów, by mieć godnych
przeciwników, zaczęli wojować ze sobą o światy. A potem
jeden z nich dotarł do Otchłani i ujrzał pozbawione władcy
demony, które nie mogły się pogodzić z tym, że część
ich istoty odeszła w niebyt.

Wzięli więc bogowie demony i zaczęli
uwalniać je z więzów nałożonych na nie przez Władcę
Demonów, a one inne się stawały i silniejsze. Pierwszy z
nich swego oswobodziciela zabił i na innych się rzucił,
ale oni okiełznali go i spętali. "Zbyt potężne są
dla nas te istoty", rzekli i postanowili odebrać im
to, co miały najcenniejszego - nieśmiertelność.

Spętanego Pierwszego ustanowili na straży
drogi w zaświaty, i ciałom demonów odebrali nieśmiertelność,
bo nie byli w stanie uczynić tego z duszami. Takież to
istoty, nazywane od tego czasu śmiertelnikami, rozrzucili
po światach i używając ich jako pionków dalej toczyli
swoją wojnę. A Pierwszy odprowadzał dusze i czekał, aż
kosmos pozwoli im się odrodzić i przyjąć nowe ciało.

Młodzi bogowie niewiele się od demonów różnili,
bo choć znali jarzmo niewoli, to sami postąpili podobnie
jak ich nauczyciele, zniewalając śmiertelników i każąc
im służyć. Okrutne to były czasy.

Arrathot

Najmłodszy z bogów, Arrathot, szybko stracił
swoje światy i ledwie uszedł śmierci z rąk najstarszego
z bogów. Nie pozostało mu już nic. W przebraniu śmiertelnika
przemierzał więc światy wszelakie i walczył w służbie
swoich wrogów. I ujrzał jak wielka była niedola śmiertelników
i jak pozbawione sensu ich życie. Po śmierci jednego ze światów
odszedł w kosmos i udał się do Otchłani.

Tam, w Otchłani, wciąż żyli trzej kowale,
którzy wykuwali dla Władcy Demonów światy i dusze.
Odnalazłszy ich, Arrathot ujrzał, jak uderzają młotami w
puste kowadła. Kiedyś spod ich rąk wychodziły dzieła
potężne, teraz, gdy odszedł ich władca, nie potrafili
wykuć nic. Widząc ich udrękę, Arrathot uwolnił ich, tak
jak inni uwolnili Pierwszego, i uczynił ich potężniejszymi
od bogów. A oni z wdzięczności wykuli mu sztylet, który
mógł bogów zabijać.

Takoż uzbrojony powrócił Arrathot do swoich
pobratymców i zabiwszy najbardziej szalonego z nich ukrócił
wojny bogów i stanął na straży porządku wszechświata w
Fortecy Wieczności. I tak przez wiek w Kosmosie trwał pokój,
gdyż bogowie zdjęci strachem przed całkowitym
unicestwieniem, wykonywali rozkazy najmłodszego spośród
siebie.

Bunt bogów i powrót Setha

Pokój jednakże nie trwał wiecznie. Dwaj
bracia - Sunal i Amatsu - oraz dwaj inni bogowie, których
imion nie znamy, powodowani żądzą władzy zapragnęli
Sztyletu Zabójcy Bogów dla siebie i we czwórkę ruszyli
na Arrathota.

Bój to był straszny i dwaj nieznani bogowie
zginęli, jednakże Sunalowi i Amatsu udało się odesłać
w niebyt Arrathota. Niestety, razem z nim zniknął też
sztylet. A gdy Kowale ujrzeli, co się stało, powiedzieli:
"Nie dorośli bogowie do tej potęgi, tak więc odejdźmy,
żeby nikt nas nie znalazł i wróćmy dopiero wtedy, kiedy
gotowi będą na jej przyjęcie.". I tak zniknęli w
nicości i słuch o nich zaginął.

Amatsu oskarżył Sunala, iż ten schował
sztylet dla siebie. Sunal oskarżył swojego brata o to
samo. Rozpoczęła się wojna między nimi, a Forteca
Wieczności legła w gruzach. Porządek świata został
obalony i bogowie znowu zaczęli ze sobą walczyć. Ale już
wkrótce miał się pojawić nowy przeciwnik.

Tak się bowiem stało, że Władca Demonów
powstał z nicości i z nicości się wydostał. Widząc,
jak słaby jest i jak niewiele z dawnej mocy w nim zostało,
a także jak bogowie splugawili jego dzieło, wszedł w
istotę Amatsu i przejąwszy ją zaczął starać się o
odzyskanie tego, co kiedyś należało do niego.

Wielka wojna z Sethem

Wielka wojna wybuchła między Sunalem a
Amatsu/Sethem (takie bowiem imię przyjął władca demonów).
Wyznawcy ginęli milionami, a bogowie ścierali się ze sobą
w kosmosie. Gwiazdy wybuchały i ginęły, a nie było już
nikogo, kto mógłby ponownie stworzyć światy. Sunal
prowadził swoich kapłanów na świętą wojnę, a oni mu
posłuszni wykonywali jego polecenia.

Seth jednakże wielce był przebiegły i furię
Sunala skierować mu się udało na kult nowy, jaki na ziemi
powstał - Gaję. Zapamiętały w swym gniewie bóg uwierzył,
iż ma przed sobą legiony Setytów ukryte pod niegroźną
postacią i uderzył w nich całą swoją siłą. Niewiele
brakowało, aby wyginęli wtedy wszyscy wyznawcy Gai.

Z pomocą przyszła Selena, studząc w
ostatniej chwili furię brata i ukazując mu, co tak naprawdę
uczynił. Zapłakał więc Sunal i tym większą nienawiścią
zapałał do Setha. Zbroić się zaczął na wyprawę
ostateczną, chcąc rozwiązać tę sprawę jak najszybciej.

Wtedy jednak z nicości wydostała się druga
istota - książę demonów, brat władcy. Z sercem wciąż
skutym lodem po stracie księżnej, ujrzał co Seth uczynił
z kosmosem i zadrżał. Sam słaby jeszcze, czekał i powoli
rósł w siłę, szukając swoich dawnych towarzyszy broni.

Odnalazł ich i obudził w nich moc, jaką
posiadali, zanim bogowie pozbawili ich śmiertelności. Nie
był w stanie przywrócić jej do końca, ale uczynił
znacznie potężniejszymi, niż zwykli śmiertelnicy. Rosnąc
w potęgę czekał.

Jego brat, jednakże, ujrzał, co się święci
i ponownie wielką wojnę wywołał, tym razem przeciwko księciu
i jego towarzyszom kierując swój gniew i gniew swoich wrogów.
Niewiele brakowało, a książę by zginął. W sukurs
przyszli mu jednak kapłani Sunala, którzy prawdę
dostrzegli i ze złem walczyć chcieli. Takoż się stało,
iż po wielu dniach rytuału brama do Otchłani na zamku
Lagrast zamknięta została i Setha tamże uwięziono.

Wyruszył więc książę do Otchłani, by tam
stoczyć bitwę kolejną i starli się bracia ponownie,
razem się w nicość wciągając. Istota Amatsu odzyskała
dawny swój kształt, przejmując słabe ciało istoty
Kaliryi, której to kapłani wytrzebieni zostali. Na chwilę
znów zapanował pokój.

Przebudzenie Arrathota i powrót Zabójcy
Bogów

Takoż się stało, iż istota potężna,
przez niektórych szaloną zwana, zawitała w zaświatach do
miejsca, w którym pogrzebany leżał Arrathot. A bóg ten,
dopóki żył Sztylet, Zabójca Bogów, nie mógł umrzeć
do końca. I takoż się stało, iż istota owa go przebudziła,
a on widząc, co zostało uczynione, zapragnął przywrócić
równowagę.

Tymczasem bogowie się zwiedzieli, iż zabójcza
broń Arrathota wciąż istnieje i zapragnęli ją odnaleźć.
Wysłali swoje sługi, a oni szukali. Szukali jednak niewłaściwie,
albowiem nie wiedzieli, iż po latach tylu Sztylet przybrał
postać śmiertelnika.

Kiedy prawda o jego postaci wyszła na jaw,
nie miał Sztylet spokoju. Uciekał z miejsca do miejsca, od
świata do świata, a z czasem zawsze go dopadał los. Zmęczony
tą ciągłą ucieczką, zapragnął jak śmiertelnicy być
wolny i szukał sposobu, by mocy swojej się pozbyć. Wiele
razy mu się to nie udawało, często był blisko, często o
krok od celu. Nigdy jednakże nie udało mu się dopiąć
swego.

Aż dnia pewnego poczuł wezwanie do walki -
to wzywał go jego pan. Czuł, że ponownie zbliża się
wielka wojna. Nie wiedział, co ma wybrać. Czekał.

Mroczny Wódz

Szalona istota na rozkaz przebudzonego
Arrathota straszną rzecz uczyniła: skradła Pierwszemu więżący
go dzwonek i uwolniła go z kajdanów, w jakie zakuli go
bogowie. A on, uwolniwszy wściekłość, jaką chował
przez milenia, przybrał imię Mrocznego Wodza i zebrawszy
armię ruszył na podbój świata.

Przebudzenie Arrathota sprawiło, że Kowale,
którzy uprzednio odeszli, poczuli iż zbliża się czas właściwy
i z nicości wrócili, aby odpowiednio losami ludzi i bogów
pokierować.

Wtedy też pomruk straszliwy rozległ się w
Otchłani, gdy Seth ponownie przybierał postać rzeczywistą.
Już drugi raz wychodził z nicości, a podróż ta bardzo
była bolesna. Tysiąckrotnie chciał swemu bratu odpłacić,
ale najpierw sił nabrać musiał. Do wściekłości
doprowadzało go, iż musi korzystać z pomocy nędznych śmiertelników,
zamiast jak kiedyś plunąć ogniem i spopielić cały świat.

Nie dość jednak tego było, albowiem ponowne
powstanie Setha przebudziło też i księcia. Ale książę
był słaby... zbyt słaby na walkę z władcą demonów.
Podzieliwszy więc swoją duszę na dwoje, zaklął jej część
w zbroi z legend, a drugą posłał w poszukiwaniu
wojownika, który godzien by był tę zbroję przywdziać. I
tak, Artur z Gór, jeden z bohaterów zakończonej kilkaset
lat temu wojny, został wskrzeszony i wyruszył na
poszukiwania.

Powrót Setha i odejście Arrathota

I tak spotkali się: Sztylet, Mroczny Wódz,
Istota Szalona, Artur z Gór i Seth. Tak się stało, iż
Seth o Mrocznym Wodzu się zwiedziawszy, zaczął ssać jego
moc, jak mleko matki, i żywić się nim. Artur z Gór
wpierw również przeciw niemu się zwrócił, sądząc iż
to tego tyrana zabić powinien. I tak Seth rósł w siłę,
a inni cierpieli.

Aż nagle, pewnego dnia, Mroczny Wódz
ponownie założył dzwonek i stał się Strażnikiem Piasku
i przez Usta Otchłani przeszedłszy, naprzeciwko bogów
stanął i sprawę wyłożywszy, oczy im otworzył. A
ponieważ teraz mocą był im równy, obok nich stanął i
przyrzekł strzec przeznaczenia i śmierci.

Sztylet odnalazł Arrathota, a moc ich obu
zaklęta została w mieczu, który do innych światów wywędrował.
Takoż się stało, iż po wielu zmaganiach stał się tym,
kim chciał od wieków i opuścił to miejsce.

Między Arturem z Gór a Sethem i ich dwiema
armiami wielka bitwa się rozegrała, zakończona zwycięstwem
Artura. Niedobitki Setytów, razem z rannym demonem, zniknęli
w okolicznych lasach. Artur jednakże wiedział, że raz
jeszcze mu przyjdzie do bitwy stanąć, tak jak głosi
przepowiednia.

Cisza przed burzą

Wszystko zakończyło się w miejscu, w którym
się zaczęło - w okolicy zamków dwóch braci. Bariera
oddzielająca dwa światy zaczęła drżeć pod naporem sił
jakie zebrały się na granicy. Demony i ludzie mieszali się
ze sobą i z czasem nie było już wiadomo, kto swój, a kto
wróg. Wtedy nadszedł czas, gdy wróg uderzył.

Seth, będąc ranion okrutnie w poprzedniej
bitwie, nie mógł bezpośrednio uczestniczyć w
przygotowaniach do wojny, ale posłał swego zausznika -
Zoljiego - aby ten zaprowadził porządek wśród zdrajców
i definitywnie położył kres rodzajowi ludzkiemu.

Artur z Gór słysząc pogłoski przybył na
miejsce i zbierał swoje wojska. Nie służąc żadnemu
bogowi pragnął jedynie zwycięstwa i zniszczenia Setha.
Wzywając do walki o człowieczeństwo starł się z
inkwizycją Sunala i niewiele brakowało, a krew jednako
tych, co bogów obwołali uzurpatorami, jak i tych, co w
nich święcie wierzyli, wsiąkłaby w ziemie Ostrogrodu.

Potężne moce doszły do głosu, jednakże
rozlewowi krwi zapobiegł kapłan Strażnika Piasku, którego
wewnętrzna siła onieśmieliła zarówno Artura, jak i
inkwizytora. Na chwilę pomiędzy ludźmi zapanował rozejm.
Pilnujący Bariery Przewoźnicy zaczęli się bać.

Dzień sądu ostatecznego

Nagle wszystko wybuchło z taką siłą, jak
jeszcze nigdy dotąd. Mocą wiary arcykapłanki Setha został
powołany do życia najpotężniejszy z demonów. Władający
zamkiem Lord Lagrast zginął rozerwany na strzępy, a jego
szczątki rozrzucono wokół zamku jako przestrogę dla
innych zdrajców. O północy, w bezksiężycową noc, dzięki
mocy odprawionego rytuału powstało Licho, a ziemia zadrżała.
Wojna została rozpoczęta. Zagrzmiały werble, rozległ się
zew krwi i demony ruszyły do walki.

Artur rozpaczliwie zbierał siły, zdecydowany
walczyć do końca i z garstką straceńców ruszył, aby
powstrzymać nadciągające hordy. Nie wiedział, czy
wspomogą go inni, ale nie dbał o to. Miał do wypełnienia
zadanie. Rozbrzmiewający w jego głowie głos Księcia
Demonów nawoływał do walki.

Gildia magów, pragnąc nie wdawać się w
spory, do ostatniej chwili zachowywała neutralność.
Inkwizytor nie mógł się zdecydować, czy stanąć po
stronie człowieka, który był opętany i służył tylko
samemu sobie, czy też poczekać, aż obie strony się
wykrwawią i wkroczyć do walki jako zwycięzca. Zdawało się,
że nic nie przeszkodzi tej bitwie.

W tym czasie król elfów, zdesperowany wizją
rychłej zagłady swojego państwa, zebrał wokół siebie
najpotężniejszych magów ze swojej rasy i wraz z pomocą
jednego z Kowali Dusz, który nie odszedł w zaświaty, a
pozostał aby pomagać ludziom, zdjął z ołtarza w innym
świecie miecz, będący Arrathotem i Sztyletem Zabójcą
Bogów. Opętany przez jego moc i owładnięty przez
Arrathota zabił kowala i tym samym przypieczętował los świata.
Arrathot w ciele króla elfów wkroczył do Otchłani i z wściekłością
jedynego władcy szedł i niszczył ołtarze bogów, burzył
ich świątynie, kruszył ich siedziby aż w końcu na
szczycie świata stanął i ogłosił się Władcą. Światy
zadrżały w posadach, bogowie przerażeni złożyli mu hołd.

Hordy demonów i wojska ludzi stanęły
naprzeciw siebie przy barierze. Artur z Gór i potężny
demon mierzyli się wzrokiem, czując zbliżającą się
chwilę ostatecznego rozstrzygnięcia. Bitwa miała rozpocząć
się rytualnym pojedynkiem dwóch dowódców. Powoli obaj
podeszli do Bariery. Przewoźnicy, starając się nie dopuścić
do jej przerwania, wezwali na pomoc całą dostępną sobie
moc, ale przecież ich stworzyciel - Książę Demonów -
pragnął konfrontacji. Nie mogli uczynić nic.

I wtedy w powietrzu rozległ się dźwięk
dzwonka. Wszyscy zamarli. Pojawił się kapłan Strażnika
Piasku, jednakże dziwnie jakoś odmieniony. Nie bacząc na
niebezpieczeństwo wkroczył pomiędzy dwie wrogie sobie
armie i w chwili, gdy demon miał rzucić się na Artura, on
tylko dotknął go dłonią i wypowiedział szeptem jakieś
słowa. Demon ów z wyrazem przerażenia i bólu na twarzy
zaczął się kurczyć, maleć, łuski zaczęły mu odpadać.
W tym czasie kapłan zdjął Arturowi z Gór zbroję i położył
ją na ziemi. Dusza księcia demonów zaklęta w zbroi połączyła
się ze światem i Przewoźnicy wraz z Barierą rozpłynęli
się w nicość. Bez słowa trzej ludzie ruszyli wzdłuż
bariery i zniknęli w dali.

Milczenie zdawało się przeciągać w nieskończoność.
Nikt nie wie, kto pierwszy wyrwał się z tego marazmu i
krzyknął "Na nich!!!", czy był to człowiek,
czy demon, czy też inna istota. Dość, że dwie armie
zderzyły się ze szczękiem tak potężnym, iż niebo zadrżało.
Stojący na szczycie Skały Nekromanty magowie przyglądali
się tej masakrze w milczeniu.

Nie wiadomo też, który z nich zadecydował o
sprowadzeniu na ten świat dnia zagłady. Ognisty deszcz, który
spadł na ziemię wyjałowił ją do cna i zostawił na
pobojowisku dymiące szczątki istot wszelkich ras. Tak
nadszedł koniec starego świata.

Boskie miłosierdzie

Arrathot, widząc jak kolejny świat ginie w
popiołach, tym razem sprowadzonych przez ludzi, którzy
pragnęli boskiej potęgi, a nie mieli dość sił aby oprzeć
się pokusie, zmartwił się wielce i przywołując swoją
moc ocalił go od całkowitej zagłady.

Daję Wam wszystkim jeszcze jedną szansę"
- powiedział. - "Nie zmarnujcie jej."

Od tego czasu ludzie nie są już tacy potężni,
jak byli kiedyś, magia stała się zbiorem prostych
sztuczek, do których nie przywiązuje się wagi, a nowe
interpretacje wiary często jej zakazują, dając ją jako
przykład ludzkiej dumy i słabości. Bogowie i herosi nie
chodzą już po świecie, wszystko stało się jakby
bardziej zwyczajne i bardziej ludzkie. Zniknęły demony i półdemony,
mroczne elfy skryły się w najmroczniejszych czeluściach
ziemi, nieumarli okazują się być legendą, a o wampirach
nie słyszano od wielu, wielu lat. Wezwania do bóstw nie
spotykają się z tak częstą odpowiedzią i człowiek musi
radzić sobie tak, jak potrafi.

Oto historia bogów i świata, jaką znamy.
Jedni pamiętają ją tak, inni inaczej, a ja opowiedziałem
ją własnymi słowami, jak słyszałem ją od swego
mistrza.