Sytuacja polityczna (1206)

Pomieszczenie było niewielkie, a blask kilku ogarków świec ledwie je oświetlał. Jednak dla czterech siedzących wokół okrągłego stolika mężczyzn, ważniejsze było bezpieczeństwo tego miejsca. Znalezienie czegoś absolutnie poza podejrzeniami, stało się teraz w Craig niełatwym zadaniem.
Prawdę powiedziawszy, Sayl jeszcze dwa lata temu nawet by nie przypuszczał, że będą musieli uważać we własnej stolicy. Czasy się jednak zmieniły; po śmierci Korwina ich pan poparł niewłaściwą osobę i w rezultacie intensywnych działań króla Rodryka w celu ustabilizowania swojej pozycji, w Grupie pozostały cztery osoby. Z dwunastu. Kontrwywiad Randers wykazał się niezwykłą skutecznością działania, zaskakującą nawet dla Sayla, który w końcu był już w fachu od prawie dwudziestu lat. Zwłaszcza, że sprawa zaginionego syna Lorda nie wydawała się kwestią polityczną?
Właściwie spotkanie nie było w obecnej sytuacji najlepszym pomysłem, ale Grupa zaczynała znajdować się w sytuacji, w której nikomu nie mogła ufać. Konieczność stawienia się przed Lordem z raportem była bardziej niż niewygodna ? była niebezpieczna, a wezwanie przekazane metodą alarmową, nie pozostawiało cienia wątpliwości co do pilności sprawy. Decyzja spotkania osobistego, była więc bardziej działaniem wymuszonym przez okoliczności, niż realizacją planu.
- Załatwmy to szybko, żeby nie siedzieć za długo w jednym miejscu. Mówcie po prostu co macie, mogą być przypuszczenia. Jakoś przerobię to na raport. ? zaczął.
Trzej pozostali mężczyźnie kiwnęli potakująco.
- Południe? ? Sayl spojrzał pytająco na Bernarda.
- Nie jestem w stanie dać głowy za te informacje, śpieszyłem się jak wszyscy? - Bernard postukał palcami w stół z zakłopotaniem ? w Chanacie raczej go nie ma. To zresztą nie jest w typie działania Orków.
- Nic, co ostatnio robią Orki nie jest w ich typie ? Eving uśmiechnął się krzywo ? słyszałem, że tylko Czarne Słońca zachowują się nadal jak oni?
- Prawie. Chanat zdaje się oddychać z ulga po wojnie domowej, odkąd Czarni odpuścili Chana i poszli pełną siłą przeciwko Elfom. Nikt nie wie, kiedy zmienią zdanie, więc Orki zdają się siedzieć z łapami na broni, ale znowu ruszyły szlaki handlowe i powiedziałbym, ze robi się lepiej.
- Może dziedzica wywieźli tymi szlakami?
- Nie. Na północ musiałby trafić tutaj, a na południe na razie kursują tylko statki, a my mamy ludzi w portach. Wiedziałbym. W Ostrogrodzie nawet nie ma co szukać, bo teraz jest zarastająca trawą polanką. W Nowym Sodehalt nic nie wiedzą.
- Duscard?
- Tam im się kompletnie w głowach poprzewracało. ? Bernard potrząsną głową ? rada miasta odsunęła Yvonelle od władzy. Księżna siedzi teraz w twierdzy Moivrów i ?przełamuje impas dyplomatyczny?. Dlaczego nie wejdzie do Duscard z wojskiem, nie wiem.
Do zamku nie można się dostać, ale w mieście dziedzica nie ma? albo ukrywa go lepszy gracz, niż się nam wydaje.
Sayl kiwnął głową. Właściwie sam nie spodziewał się sukcesów w poszukiwaniach na południu, ale nie mógł sprawy zaniedbać. Jeżeli Bernard nie odnalazł śladu, to albo żadnego tam nie było, albo wystygł już zbyt dawno, by nim podążać.
- Eving?
- W Ezerii wywiad sam rozpoczął poszukiwania, wkrótce po porwaniach, pewnie żeby nie narobić sobie problemów dyplomatycznych. Ale nie znaleźli nawet śladu. Tam chłopaka nie ma, za to głowę daję. Ryvedden natomiast? jest podejrzane.
- Podejrzane? Naprawdę chcesz, żebym tak to przekazał?
- Wkrótce po śmierci Korwina, król Eryk miał gościa. Nie mam pojęcia kto to, i wszelkie próby dowiedzenia się tego zawiodły. Straciłem kilka kontaktów, Szara Służba wydaje się bardzo nerwowo reagować na jakiekolwiek próby szperania w tej spawie. Dość, że ktokolwiek to był, pobył kilka miesięcy w cytadeli wewnętrznej, a potem rozpłynął się w powietrzu. Nikogo nie wywożono, cisza. Tyle ustaliłem w tej sprawie, zanim grunt stał się zbyt gorący.
Potem ? to akurat nie było trudne do wykrycia ? duża cześć garnizonów przeniosła się na wschodnia granicę. Po trochu i dyskretnie, ale dało się zauważyć. Trwało to miesiąc ? dwa, a potem wszystko wróciło do normy. Jak gdyby nigdy nic.
- Na wschód?
- Na wschód. Gdybym nie wiedział lepiej, powiedziałbym, że Ryvedden szykowało się na Randers.
- A ten gość? Dorosły, dziecko? Cokolwiek?
- Jadł jak dorosły. Ale równie dobrze jak dorastający syn szlachecki. To mógł być dziedzic? ale też ktokolwiek inny. Nie byłem w stanie stwierdzić nic więcej, a grzebanie dalej mogłoby być zbyt ryzykowne. Szara Służba potrafi być skuteczna, jeśli im zależy.
- Rozumiem. Hagria?
- Hagria?W mojej opinii nie. ? Eving pokręcił głową z przekonaniem - Zbyt byli zajęci wewnętrzną walką polityczną, by wysyłać ludzi do Randers, a już tym bardziej kogoś porywać. Oni grali swoja własną grę, ta historia z Orłami i Sokołami, o której się tyle mówiło? to była autentyczna sprawa, całe ich służby specjalne latały jak kot z pęcherzem tam i z powrotem. Prawdę powiedziawszy, aż zbyt entuzjastycznie. Przez prawie pół roku wszystkie kontakty terenowe nie znały dnia ani godziny. Moim zdaniem nie było ani jednego Hagryjskiego lorda, który w tym czasie wysyłałby swoich ludzi za granicę, zwłaszcza do Randers? zbyt bali się o swoje własne szlachetnie urodzone zadki. Jasne, mogli przerzucić go morzem, ale to by oznaczało przebijanie się przez Terrain, co byłoby trudne pod nosem klanów.
Hessyjczyków wykluczam. Bez decyzji Hagrii nie ruszyliby palcem?a Hageryjskie decyzje ostatnimi laty miały dziwne tendencje do kierowania się do wewnątrz kraju. Poza tym Hessyjskie służby specjalne działają jak oddział paradny. Słyszysz tupot ich kroków na dziesięć dni przed jakąkolwiek akcją.
- Innymi słowy i tam głucho? cudnie. Lord będzie zachwycony. Gast?
Zapytany podniósł wzrok znad płomienia świecy, w który się wpatrywał.
- Cesarstwo to niewiadoma. Żaden z moich informatorów w Wolnym Mieście ani w Aldrin nie wiedział nic na temat powiązań Jedenastego Legionu ze sprawą porwań. Z drugiej strony? Na pewno wzmocnili siatkę, to nie ulega wątpliwości. Od przyjazdu Malloeusa siedem na dziesięć akcji Cesarstwa, to działania tajnych służb. W dodatku od tych kłopotów na granicy Taur?nu?Wath węszą jak opętani. Mówi się, że mieli tam duże straty. Nawet jak na granicę Elfich Lasów. Stracili też co najmniej kilku ludzi w Craig.
- Zasłona?
- Może tak, może nie. Jeśli Rodryk to ich człowiek, to Cesarstwo jest pewnie skłonne poświęcić kilku agentów. Jednak nie należy wykluczać, że to po prostu normalna akcja kontrwywiadu Randers. Nie jestem w stanie prognozować.
Gast nabierał właśnie powietrza, aby zacząć kolejne zdanie, kiedy nagle zamarł. Na uderzenie serca pozostał nieruchomy, po czym powolnym skinieniem głowy wskazał na drzwi.
Sayl zaklął bezgłośnie, sięgając po płaszcz.
- Powodzenia ? rzucił mu szeptem Bernard sięgając po broń. Eving i Gast bezszelestnie ustawili się między nim a drzwiami. Tylna straż. Ostatni gambit Grupy. Teraz wszystko zależało od dowódcy.
Sayl rzucił się przez okno w chwili, gdy uderzone czymś drzwi wpadały do pomieszczenia. Był na pierwszym piętrze, za to dokładnie nad skośnym daszkiem stajni. Przetoczył się po nim łapiąc równowagę, kiedy dosięgła go wystrzelona z ciemności podwórza strzała.
Doskonały strzelec, pomyślał jeszcze opadając na kolana, gdy drugi pocisk trafił go dokładnie w serce.