Ostrogród - Kalendarium miasta

Co się działo ? czyli krótki opis niektórych wydarzeń

1154 "Pokłosie słynnych perypetii"
Zgodnie z oczekiwaniami tych, którzy na rzeczy się znali, a także tych, którzy wszędzie wietrzyli spiski i dybiące na życie oraz mienie potwory, wojska cesarskie dotarły dość szybko w okolice Ostrogrodu. Stało się to pod koniec ósmego miesiąca 1154 roku. Cesarstwo zdążyło już wtedy, nie bez pomocy lokalnych lordów, podbić niemal całą Marchię Północną. Marchijskim wielmożom zdążyły już dopiec rządy Króla Korwina. Nie widząc szans w walce z legiami cesarskimi woleli poddać się, w zamian za nawet skromne i odległe obietnice przywilejów. Legiony posuwały się na południe niepokonane i niepowstrzymane. Kiedy po drugiej stronie rzeki, nieopodal Czarnego Wzgórza, rozłożyło się zbrojnym obozem ponad tysiąc legionistów, na miasto padł blady strach.
Generał, który przybył do Ostrogrodu na rokowania, był wysoki, szpakowaty i bardzo pewny siebie. Miał pod swoim dowództwem armię, a przed sobą kiepsko bronione, zdemoralizowane ostatnimi klęskami i na wpół opustoszałe miasto. Zaczął więc wprost i bez owijania w bawełnę.

- Panowie Rajcy, Panie komendancie Rainer. Odstąpię od zdobywania miasta i zatrzymam swoje oddziały na rzece. Uczynię ją granicą. Nie złupię ani nie spalę Ostrogrodu ? tu oficer popatrzył z naciskiem po twarzach zebranych ? pod warunkiem zapłacenia określonego okupu.
- A ileż by ten okup miał wynosić? ? zapytał niepewnym tonem Mistrz Leonardo della Scalla
- Ostrogrodzką Akademię Magiczną.
Cesarscy inżynierowie pod eskortą lekkiej piechoty weszli do miasta następnego dnia. Rozbiórka Akademii trwała prawie trzy miesiące. Każdy kamień, belka, wszystkie elementy wyposażenia, od starych, magicznych ksiąg, aż po najmniejszy skobel w komórce na miotły, został dokładnie obejrzany, opisany, a następnie załadowany na wóz. Po kolejnych kilku tygodniach jedynym śladem, jaki pozostał po Ostrogrodzkiej Akademii Magicznej, były głębokie koleiny prowadzące do brodu i dalej, na północny brzeg rzeki.
Mieszkańcy Ostrogrodu odetchnęli z ulgą. Wydawało się, że wykpili się tanim kosztem i teraz będą mogli spokojnie zająć się własnymi sprawami. Wreszcie uwierzyli też w możliwość skutecznych negocjacji z Cesarstwem, szansę osiągnięcia choćby chwilowego pokoju. Życie w Ostrogrodzie zdawało się wracać do normy.

1157 "Pomoc nie z tego świata"

Spokojnie mijały kolejne lata. Wszyscy zdążyli przywyknąć do sąsiadów za rzeką, nawiązano pierwsze kontakty handlowe. W końcu nowoprzybyli okazali się takimi samymi ludźmi, jak oni, chętnie kupującymi od Ostrogrodzkich kupców chleb, ryby czy piwo. Nie brakowało oczywiście plotek o ginących nad rzeką dzieciach, czy dziwnych śpiewach przynoszonych przez wiatr od strony Wzgórza. Ich roznoszeniem zajmowali się zwłaszcza bywający czasem w mieście mieszkańcy Osady.
Wiosną 1157, kiedy wygasł rozejm, spokój ten został gwałtownie zburzony. Do komendanta cesarskiego posterunku nad Rzeką Księżycową dotarł rozkaz z Miasta Mieczy. Mieszkańców Ostrogrodu obudziły trąbki alarmowe Straży Miejskiej. Nad rzeką przy brodzie gromadziła się nieumarła armia Cesarstwa.
Szturm trwał nieustannie przez cały dzień i noc. Następnego ranka wycieńczeni i zdziesiątkowani obrońcy zaczęli tracić wiarę. Nieumarłych zdawało się ciągle przybywać.
Po krótkiej naradzie komendanta Rainera z kilkoma pozostałymi w mieście magami i Radą, zdecydowano się wezwać na pomoc ostatnią siłę mogącą uratować miasto. Późno w nocy niewielki oddział, składający się z Rainera, najbardziej biegłego w sztuce maga Czarnej Magii i siedmiu odważnych mieszczan (którzy, jak później okazało się mieli zostać złożeni w ofierze) wymknął się z miasta pod osłoną ciemności. Dzięki sprytowi oraz omal nadprzyrodzonym umiejętnościom ostatniego Wolnego Strażnika, przedarli się do pobliskiej kapliczki. Z murów niewiele było widać, ale nad kapliczką uniosły się siarczane pióropusze żółtych płomieni. Dźwięków, jakie stamtąd dochodziły, nie mogłoby wydać ludzkie gardło. Po chwili wszystko uspokoiło się. Na czele maszerującego w kierunku miasta oddziału, o dziwo, składającego się ze wszystkich, którzy wyruszyli, kroczyła potężna, spowita w płaszcz podbity piekielnymi płomieniami postać. Towarzyszyła jej woń rozgrzanego żelaza i zwęglonych ciał. Towarzyszył jej też całkiem spory demoniczny poczet. Niektórzy z mieszkańców miasta zauważyli dziwny blask w oczach siedmiu niedoszłych ofiar?
Starcie było krótkie i gwałtowne. Szeregi nieumarłych padały pod orężem demonów. Za pierzchającymi za rzekę ludzkimi oddziałami Cesarstwa w pogoń ruszyli, zamknięci do tej pory w obrębie murów, obrońcy. Ostrogród ocalał. Swoje przetrwanie zawdzięczał demonowi.
Było już po walce. Dreiss rozejrzał się wokół ciężkim od zmęczenia wzrokiem. To była dobra bitwa. Wielu jego sprzymierzeńców poległo lub odeszło do Otchłani na kilka eonów, by odrodzić się po drugiej stronie Ognistej Drogi. Jeszcze więcej na polu pozostało wrogów ? pozbawionych życia, albo też... nieżycia. Słudzy czarnego mąciwody, który nie mając odwagi samemu stawić się na polu, przysłał jedynie swoje zastępy, byli już za rzeką i wciąż uciekali. A jednak książę czuł pewien niesmak. To po tamtej, czarnej stronie, bili się ludzie miecza, żołnierze, wojownicy, których treść życia stanowiła wojna. Wśród tych, których książę obronił, wojowników była zaledwie garstka, resztę stanowiły żałosne, aż do znudzenia zwykłe groszoroby, gleboskroby i różdżkomachacze. Smak zwycięstwa psuły księciu niemiłe wątpliwości, czy aby na pewno stanął po właściwej stronie ? płaczliwych beks, które wzywały go tchórzliwym błaganiem, podwijając pod siebie przykrótkie ogony i czekając, jak zawsze, na jego ratunek. Zbyt długo już otaczał ich swoim skórzastym, opiekuńczym skrzydłem. Dreiss Książę Demonów splunął pogardliwie na ziemię. Spod jego stóp uniósł się cuchnący siarką dym. Kiedy przemówił, jego ochrypły od bitewnych okrzyków głos, nie brzmiał bynajmniej przyjemnie.

- Na kolana.
Zdjęty lepkim, obrzydliwie dla księcia, cuchnącym strachem, tłum opadł na kolana, jak rażony gromem. Żałosne.
- Co nosicie w piersiach, robaki?! Gołębia?! Zająca?! Może mysz!
Nikt nie ośmielił się odpowiedzieć.
- Zbyt długo już patrzyłem, jak zginacie kark, jak płaszczycie się przed każdym, kto trzyma w ręku stal. Dość! Odchodzę.
Ktoś jęknął, inny załkał - czy z bólu od ran, czy też ze strachu, trudno powiedzieć. Niektórzy westchnęli, być może z ulgą. Książe wskazał mieczem w stronę kotliny, w której znajdowała się poświęcona mu kapliczka.
- Tam możecie oddawać cześć, poświęcać mi opowieści o swoim męstwie, prosić o radę. Ale nie o pomoc. Już nie. Ratujcie się od dziś własnym żelazem, gniewem i swoim męstwem ? nie moim! Jeśli nie okażecie się dość silni, żeby przeżyć na mojej ziemi, płakać po was nie będę.
Książę odwrócił się i zaczął odchodzić w stronę Szczeliny. Za nim podążył jego demoniczny poczet. Jeszcze długo po ich odejściu wstyd gościł na wielu twarzach, starano się nie rozmawiać o tym, co zaszło. Nadal pielgrzymowano do kapliczki Dreissa, odczuwający taką potrzebę wciąż śpiewali i modlili się tam. Ołtarz w kapliczce wysłuchiwał obietnic, przechwałek i próśb. Ale już nie odpowiadał.

1162 "Ostatni bastion"

W czasie następnych kilku lat nie działo się w Ostrogrodzie nic. Choć może trafniej byłoby powiedzieć: ?nic szczególnego?. Cesarskie siły po drugiej stronie rzeki lizały rany, tym dotkliwsze, iż niespodziewane. Ostrogrodczycy, natchnięci nową nadzieją, próbowali odbudować swoje życie.
Jednak stan zawieszenia broni nie trwał długo. W roku 1162 siły cesarskie uderzyły ponownie. Tym razem atak został dobrze przygotowany. Sprowadzono nawet kilkunastu demonologów, by nie powtórzyła się sytuacja sprzed lat. Armia nieumarłych i żywych legionistów, cesarscy magowie i demonolodzy przeszli brodem. Część przebyła nurt łodziami i tratwami. Pokonawszy rzekę wkroczyli na terytorium Ostrogrodu. Minęli byłą Enklawę Elfów, miejsce opuszczone i zapomniane. Przemaszerowali obok Jaskini Orków. Co czujniejsi żywi legioniści zwrócili uwagę na dochodzące stamtąd dziwne odgłosy.
Siły cesarskie dotarły pod Ostrogród. Oczekiwano oporu i przygotowywano się na ciężką walkę. Wywiad wiedział jednak doskonale, że miasto nie może już liczyć na pomoc nadnaturalnych sił. Tak więc spodziewano się zwycięstwa po dwóch, najwyżej trzech dniach. Ale w Ostrogrodzie gorzkie słowa Dreissa nie zostały zapomniane. Mury miasta obsadzono resztkami Gwardii Miejskiej oraz wszystkimi, którzy mieli jakiekolwiek pojęcie o walce. Uzbrojono ich w naprędce wykutą przez kowali broń. W tym czasie niezdolni do walki, starcy i dzieci, bez ochrony, na której zapewnienie Ostrogród nie mógł sobie w danej chwili pozwolić, wycofywali się do Duscard, pod opiekuńcze ramiona księżniczki Yvonell.
Powróćmy do sił cesarskich. Miło byłoby stwierdzić, że i tym razem Ostrogrodczycy odparli atak. Jednak niestety, tak się nie stało. W oblężeniu zginął Virtan Rainer i stojący ramię w ramię z nim na murach Donatan Leisterr. Poległ również ostatni członek Rady Miejskiej Ostrogrodu, Leonardo Della Scala ? wciąż starając się przygotować jak najwięcej eliksirów, które mogłyby zniszczyć atakujące wojska. W oblężeniu zginęli również wszyscy obrońcy miasta. Ostrogród upadł. Siedziba magów i uczonych, miasto mające się za pępek świata zamieniło się w zgliszcza. Na opuszczone przez Ostrogrodczyków ziemie wkroczyło cesarskie prawo i cesarskie wojsko.
Armia Cesarza przyszła nawet do Lasu. Okazało się, że Las nie jest tak nietykalny, jak powszechnie sądzono. Spalone kikuty drzew jeszcze przez długi czas straszyły okolicznych mieszkańców. Samo serce Lasu zostało uratowane. Osiągnięto to za cenę wielu ofiar, zarówno poległych w bitwie, jak i tych oddających życie w rytuałach ochronnych wzmacniających siły serca lasu.

1162 "W stepie szerokim "

Tymczasem, niepokoje dręczyły również inne części ogarniętego konfliktem kontynentu. Na orczych stepach, gdzie Chan niemal ostatecznie przypieczętował swoją niepodważalną władzę nad zjednoczonymi klanami, doszło do rozłamu. Wódz Klanu Węża, Ragdar Ponury, już za długo dusił w sobie żądzę władzy i zawiść wobec Wodza zjednoczonych klanów. Wypowiedział posłuszeństwo Chanowi. Jeszcze tej samej nocy, znienacka uderzył wraz ze swoimi wojownikami na obóz wodza. Chan z najwyższym trudem ocalił życie, przebijając się wraz z gwardią przyboczną na otwarty step i wycofując w stronę wiernych mu obozów. Kiedy stało się jasne, że zamach się nie powiódł, Klan Węża wykorzystując zamieszanie ruszył w góry. W ciągu kilku następnych miesięcy, co znaczniejsi szamani i wojownicy Klanu Węża wielokrotnie odwiedzali potajemnie obozy innych klanów. Nie osiągnęli wiele, zdołali jednak przeciągnąć na swoją stronę przynajmniej część wojowników z dotychczas lojalnych klanów. Autorytet Chana został poważnie nadszarpnięty, klany zaczęły mniej posłusznie niż zwykle wykonywać jego rozkazy. Siły Wolnych Klanów prowadzonych przez Klan Smoka zaczęły nękać położone na wschodzie orcze osady .
Nadchodziły niepokojące wieści przynoszone przez mieszkańców południowych krain uciekających na step. W granice ich ziem wkroczyły legiony maszerujące pod czarnymi sztandarami ozdobionymi złotą koroną i siedmioma mieczami. Do wybrzeży przypłynęły okręty z takimiż żaglami. Ragdar Ponury zawarł sojusz z Klanem Smoka, Wolnymi Klanami i Cesarstwem, a następnie ogłosił się Chanem. Na stepie wybuchła otwarta wojna.

1162 - 1170 "Czarni Jeźdźcy"

Tymczasem okazało się, że Cesarstwo nie zadowoli się zdobyciem Ostrogrodu. Generał cesarski, stacjonujący na Czarnym Wzgórzu, w ciągu kilku tygodni zmobilizował oddziały i wyruszył na podbój stepu. Dokładniej rzecz biorąc tej części stepu, która nie była jeszcze pod panowaniem Ragdara Ponurego. Połączone siły Ragdara i wojsk cesarskich okazały się jednak mniejsze, niż oddziały wierne Chanowi. Niebagatelną rolę w zwycięstwie Chana odegrała pomoc księżniczki Yvonell, której siły pojawiły się niespodziewanie w czasie decydującej bitwy. Dziedziczka Ostrogrodu, powołując się na sojusz pomiędzy Korwinem a Chanem Ghorahem wkracza do bitwy, przechylając szalę zwycięstwa na stronę oddziałów Chana.
?Pamiętam to jak dziś, choć minęło już ponad dwadzieścia zim, od kiedy brałem udział w tamtej walce.? ? Stary szaman spojrzał w płomienie ogniska, a potem przesunął wzrokiem po dzieciach, zasłuchanych w jego opowieść. ? ?Szala zwycięstwa powoli przechylała się na stronę odszczepieńców. Wszędzie wrzała walka, nasi wojownicy powoli zaczynali ustępować przed przewagą nieprzyjaciół. Zbyt dużo po drugiej stronie było też złowrogich, czarnych sztandarów. Odszczepieńcy sprzymierzyli się z jednym z ludzkich chanów i to jego wojska pod czarno-złotymi sztandarami walczyły przeciwko nam na stepie. Wielu dzielnych, odważnych wojowników podążyło do Krainy Przodków. Wydawało się, że wszystko stracone...? ? Od strony jednego z dzieci dobiegł gardłowy dźwięk, do złudzenia przypominający warknięcie. ?Tsst...?, ?Cicho.?, ?Słuchaj dalej.? ? starsze, widać wiele razy już słyszące tą historię młode orki szybko zaczęły go uciszać. Szaman uśmiechnął się nieznacznie i kontynuował opowieść.
?W pewnym momencie wydawało się, że nad całym polem bitwy zaległa cisza. Czas jak gdyby zatrzymał się lub przynajmniej zwolnił na tyle, że zobaczyliśmy wychylające się zza pobliskiego wzgórza kolejne sztandary. Nie wszyscy rozpoznali znak na nich umieszczony, jednak byli i tacy, którzy go znali i szanowali od dłuższego czasu ? znak Ludwika, chana Ostrogrodu, naszego sprzymierzeńca. Pod sztandarem czarnego sokoła na czerwonym tle podążało kilka setek ludzkich i wąskodupc... eee... elfich wojowników.? - Widać nie po raz pierwszy ten fragment tak został przez gawędziarza opowiedziany, gdyż większość młodych orków zasłuchanych w opowieść, parsknęła śmiechem tuż przed tym momentem opowieści. ?Ich przybycie przesądziło o losach bitwy ? odszczepieńcy wiali z podkulonymi ogonami. Długo by opowiadać o tym, jak nasi wojownicy ramię w ramię z elfami i ludźmi walczyli z ludźmi chana Cesarza i orkami Ragdara. Ale to już słyszeliście wiele razy.? ? wśród słuchaczy rozległy się podniecone szepty ? w opowieść miał wkraść się nowy wątek.
?Tak... Po bitwie, gdy ucichł już zgiełk i wojenne okrzyki przemieniły się we wzajemne opowieści o męstwie wykazanym w walce, wśród kurzu stepu odbyła się ceremonia. Była to ceremonia braterstwa krwi, zawarta pomiędzy ludzkim chanem Yvonell a chanem Ghorahem. Wiedzcie, że taki obrzęd rzadko zawierany jest wśród wojowników na stepie, a jeszcze rzadziej pomiędzy orkiem a przedstawicielem innej rasy...? ? Szaman zamyślił się.
?Właściwie nigdy przed ojcem chana Ghoraha nikt tego nie praktykował...?
Słuchacze w zniecierpliwieniu czekali na dalszy ciąg opowieści, którą znów przerwał gawędziarz. Obserwowali pokryte bielmem oko szamana i drugie, zapatrzone w płonące drwa ogniska i kołyszący się na jego szyi naszyjnik z niedźwiedzich kłów i pazurów. Nagle szaman otrząsnął się z zamyślenia.
?Nieważne. Pośrodku bitwy, pod opieką wezwanych przez szamanów Duchów Przodków, połączyła się po raz kolejny krew Klanu Malager i krew Klanu Wilka. Może będziecie mieli kiedyś okazję zobaczenia takiego rytuału ? chan Yvonell ma syna, a my mamy już nowego chana...?
Opowieść, choć niedokończona, była już zamknięta. Stary szaman zamknął oczy, co było znakiem, że należy już odejść od jego ogniska. Powoli, szepcząc między sobą, młode orki skierowały się do własnych legowisk i namiotów. W wyobraźni każdy z nich brał udział w równie wspaniałej, zakończonej tak epokowym wydarzeniem, bitwie. W wyobraźni starego, schorowanego szamana, nie było więcej bitew. Były tylko wspomnienia dawnych czasów, kiedy step był szeroki i rozbrzmiewał hałasem tysięcy mieczy.
Tej samej nocy przeniósł się do Krainy Przodków i nigdy już nie opisał młodym słuchaczom szczegółów ceremonii braterstwa krwi.
Po niespełna dwumiesięcznej, krwawo przypłaconej przez siły Cesarstwa kampanii, legiony musiały wycofać się do miejsca stacjonowania ? na Czarne Wzgórze. Kampania na stepie okazała się klęską. Siły Ragdara zostały zepchnięte w góry i niemalże wycięte w pień. Cesarstwo musiało zrezygnować na razie z prób opanowania stepu uderzeniem od północy. Na północnej części Stepu utrzymano jednak garnizony, a step zamiast orczych hord patrolowały chorągwie kawalerzystów w czarnych, cesarskich mundurach.
Po kilku latach zbrojni Zjednoczonych Klanów rozpoczęli zwycięski marsz w kierunku Ostrogrodu. Oczyszczając teren z niedobitków wojsk cesarskich, orczy wojownicy dotarli aż do Ostrogrodu. Z miasta niewiele pozostało. Niemniej orczy wodzowie ogłosili, iż Ostrogród został przejęty i odbity z rąk Cesarstwa. Niektórzy wojownicy i szamani oddali również pokłon Duchom Przodków w Jaskini Orków. Tylko nieliczni z nich zwrócili uwagę na niepokojące głosy dobiegające z Jaskini. Nikt nie zaprzątał sobie tym jednak głowy. Nie takie rzeczy słyszeli już i widzieli w starożytnych miejscach kultu przodków.
Na rzece orki zatrzymały swój zwycięski pochód. Po niedługim czasie armia Chana wróciła na step i pozostawiła ludzkie terytoria ich własnym problemom?

1177 "Home, sweet home"

Minęło już piętnaście lat od chwili, kiedy na drugim brzegu rzeki pojawiły się pierwsze oddziały Cesarstwa. Dzieci, które opuściły Ostrogród w 1162 roku, zdążyły dorosnąć. Większość z nich postanowiła opuścić Duscard i okoliczne wioski, powrócić do domów, z których wygnała ich wojna. Powoli opuszczone miasto zaczyna zapełniać się ludźmi. Prócz byłych mieszkańców, którzy Ostrogród pamiętali tylko z opowieści matek, do miasta przybyli kupcy, niezbyt bogaci i wpływowi, ale gotowi zaspokoić popyt niewielkiej populacji. Jak ćmy do świecy ściągnęli również, najróżniejszego pokroju, ludzie spod ciemnej gwiazdy. Jaskinia Orków nadal pozostawała opuszczona. Miejsce, w którym znajdowała się Elfia Enklawa, zarosło smukłymi, młodymi brzozami. Życie w Ostrogrodzie zaczęło toczyć się zwykłym, leniwym rytmem.
Nawiązano nowe, nieśmiałe kontakty z Osadą. Kilka osób weszło do Lasu ...i z niego wróciło. Do swoich wiosek zanieśli wiedzę o boskości Drzewa. Kult Drzewa zaczął się rozprzestrzeniać.

1180 "Tacy młodzi, a już tacy martwi"

Nastała wczesna wiosna roku 1180. Posiano zboże. Pogoda dawała nadzieję, że po zamykających lato zbiorach, na kolejnym przednówku nikt nie będzie cierpiał głodu. Kowale wykuwali lemiesze i brony, szewcy robili nowe pary butów, krawcy nie nadążali z szyciem kolorowych spódnic i koszul dla młodych ludzi, którzy teraz stanowili większość ostrogrodczyków. W mieście co raz częściej widywano młodych z Osady. Pojawiali się początkowo rzadko, nieśmiało, z czasem coraz częściej.
W karczmach spotykali się młodzieżą Ostrogrodu. Prym wśród odwiedzających miasto wiodła ognistowłosa dziewczyna, o której szeptano, że jest jedną z córek Władców Lasu. Wkrótce jej słowa porwały mieszkańców miasta. Powtarzała: siły cesarskie na drugim brzegu rzeki są osłabione. Od dawna nie było nowych posiłków. Żołnierze są wynudzeni i zdemoralizowani. To najlepszy moment, by uwolnić się od cesarskiej zarazy, stojącej tuż za miedzą, na drugim brzegu rzeki i tkwiącą jak cierń w oku każdego mieszkańca tych ziem ? czy to ostrogrodczyka, czy człowieka Lasu.
Kowale zarzucili wykuwanie podków i lemieszy - zaczęli przygotowywać miecze i kolczugi. Krawcy szyli przeszywanice, grube koszule i wytrzymałe spodnie. Idea porwała wszystkich młodych ludzi z Ostrogrodu i Osady, ale nie tylko ich. Atak, który nastąpił na początku lata, poprowadził sam Król Lasu.
On też jako jeden z pierwszych zginął w czasie szturmu. On, jego ognistowłosa córka, młody kowal z Ostrogrodu, najlepsza krawcowa, bardzo zdolny myśliwy z Osady? i cała reszta. Wszyscy, którzy wyprawili się na drugi brzeg rzeki, przepędzić siły cesarskie ? zginęli. Szeptano później, że atak nie był dostatecznie przygotowany, że zbyt mało było broni, że nie było skoordynowania sił? Szeptano w końcu, że ktoś doniósł cesarskim o planowanym ataku. Jak było naprawdę, nikt nie wie. Zostały tylko groby, garstka sierot i kilku starych rodziców mających nieszczęście przeżyć własne dzieci. Ostrogród znów się wyludnił. Jeszcze większe straty poniosła Osada.
Śmiały atak młodych nie pozostał bez echa. Dwa tygodnie po fiasku wielkiego zrywu, siły cesarskie ponownie przekroczyły rzekę. Zajęły Ostrogród. Oczywiście, nikt nie protestował. W zasadzie nie miał kto. Cesarski dowódca ogłosił, iż miasto od tej chwili nosi nazwę S?dehalt i znajduje się pod panowaniem Cesarstwa. Nie pomogły tłumaczenia niedobitków, że: To wszystko przez ludzi z Osady. Doprowadziły jedynie do ponownego pogorszenia się stosunków Ostrogrodu, a w zasadzie S?dehalt, z Osadą, która na następne kilka lat zasklepiła się w sobie, by leczyć rany. Nikt z Osady nie komunikował się ze światem zewnętrznym. Nikt, z reszty świata, nie utrzymywał kontaktów z Osadą.
Przez następne kilka lat wiele się zmieniło. Do S?dehalt zjechali cesarscy osadnicy. Piekarze, kołodzieje, kowale, kupcy, rolnicy ? zwykli ludzie, jacy żyją wszędzie ? również w Cesarstwie. Postanowiono rozpocząć wydobycie węgla w Jaskini Orków i wznowić pozyskiwanie rudy żelaza z Krasnoludzkiej Kopalni. Do tej pracy skierowano niewielu prawdziwych górników. Przede wszystkim sprowadzono więźniów, zatrudniono mieszkańców miasta. Wydobycie trwało prawie dwa lata. Przerwał je dopiero wypadek. Zmasakrowane zwłoki górników wyniesiono z kopalni i pochowano na cmentarzu pod osłoną nocy. Bliskim nie dane było spojrzeć po raz ostatni na ciała swoich zmarłych. Kopalnię otoczono ścisłym kordonem żołnierzy. Po pewnym czasie zarzucono myśli o wydobywaniu bogactw naturalnych. Kopalnie zostały ponownie zamknięte. Tylko czasem, jakiś nieostrożny podróżny, który zapuścił się zbyt blisko jednej z kopalń, słyszał wydobywające się stamtąd potępieńcze wycia?
Życie w S?dehalt toczyło się spokojnie. Większość mieszkańców miasta stanowili z dziada pradziada obywatele Cesarstwa. Rodowitych Ostrogrodczyków można było szukać ze świecą.

...
Prawo i Porządek

S?dehalt zaczęło się rozwijać pod panowaniem sił cesarskich. Przez pierwsze kilka miesięcy napływało wielu osadników, obywateli Cesarstwa. Potem stopniowo ilość przybywających zmniejszała się, aż liczebność wsi osiągnęła mniej więcej stałą liczbę 200-300 osób. Było wśród nich sporo chłopstwa, kilku kupców, pomniejszych rzemieślników. Żadna osada, również S?dehalt, nie mogła obyć się bez kowala, kołodzieja, młynarza, szewca czy krawca. Część mężczyzn z S?dehalt znalazła pracę w kopalniach przy wydobyciu rud żelaza i węgla. Praca była ciężka, jak to praca górników, ale opłacana sowicie. S?dehaltczycy żyli spokojnie pod opiekuńczymi skrzydłami cesarskich oddziałów stacjonujących tuż za miedzą - po drugiej stronie rzeki, w przyjaznym cieniu Monolitu. Chłop na przednówku wiedział, że Cesarstwo nie da mu umrzeć z głodu i w razie kłopotów kapłan Cesarza lub dowódca Wzgórzowego Garnizonu dostarczą worek mąki, by miał z czego upiec chleb dla dzieci.
Dzieci... wkrótce po rozpoczęciu osadnictwa cesarskiego w S?dehalt, przyszli na świat pierwsi nowi poddani Cesarza. Cała wioska świętowała, gdy pewien sześcioletni brzdąc imieniem Alker, został zauważony przez kapłana Monolitu i po wstępnych testach wysłany do Miasta Mieczy by wstąpić do kapłańskiego nowicjatu. Jego matka, co prawda, otarła jedną, czy dwie łzy, ale jaki to zaszczyt, mieć syna wśród kapłanów Cesarza!

W S?dehalt nie spotykało się żebraków. Wioska była za mała, by pozwolić sobie na darmozjadów, a dla każdego znalazło się zajęcie, które mógł wykonywać z pożytkiem dla całej społeczności i ku chwale boskiego Cesarza. Nie było też złodziei ? cesarskie prawo, egzekwowane twardą ręką legionistów, szybko przekonało tych, którzy próbowali wzbogacić się kosztem innych, że nie jest to mile widziane nawet w tym oddalonym przyczółku Cesarstwa.

Większość płodów rolnych wykorzystywana była w S?dehalt, jednak już po kilku latach, pola zaczęły przynosić na tyle duże plony, że garnizon Wzgórza kupował większość swojego zaopatrzenia w wiosce. Pierwsze większe dostawy węgla i żelaza, wydobytych z kopalni, powędrowały do Cesarstwa ? tutejsi kowale potrzebowali niewiele metalu, nie zajmowali się wszak wykuwaniem mieczy i zbrój, a jedynie podkuwaniem koni i naprawami rolniczego sprzętu. Niestety, wkrótce przerwano wydobycie w kopalniach. Niespodziewane tąpnięcie pozbawiło życia wielu górników i pogrążyło w żałobie ich rodziny. Bliscy nie mogli nawet zobaczyć po raz ostatni ciał swoich mężów, ojców czy braci, masakra była tak wielka, że mając na względzie cierpienia bliskich, dowódca legionu nie zezwolił na jakiekolwiek ostatnie spojrzenia na ciała zabitych.
Szara mgła, która wydawała się ciążyć nad całą okolicą, w bliskości Monolitu traciła gęstość, jakby onieśmielona jego obecnością. Stary kapłan, obserwując ceremonię żałobną prowadzoną przez swojego przyszłego następcę wiedział, dlaczego. Nawet siły natury cofały się przed boską mocą Cesarza, a tym samym, przed reprezentującym go lśniącym, czarnym głazem. Popatrzył na oddającego cześć kapłana i stojących półkolem, w znacznym oddaleniu od Monolitu, mieszkańców S?dehalt. Niektóre z kobiet płakały, dzieci tuliły się do matek i ojców, jednak większość ze zgromadzonych spoglądała spokojnie, z ufnością, na odprawiającego rytuał kapłana. Wiedzieli, że ich bliscy będą niedługo w cesarskim pałacu w zaświatach, gdzie pod opiekuńczymi skrzydłami swojego boga przeżyją wieczność. Mgła wirowała wśród koron drzew, spływając poszarpanymi wstęgami wzdłuż ich ciemnych pni.

Kapłan zamyślił się nad ulotnością ludzkiego życia i nad szczęśliwym losem poddanych i wyznawców Cesarza, którzy nie musieli martwić się o to, co stanie się z ich duszami po śmierci. Tylko wyznawcy Cesarza nie musieli obawiać się, że gdy odejdą z tego świata będą błąkać się po krainach umarłych, zatracając coraz bardziej, w miarę upływu czasu, własną świadomość i stając się w pewnym momencie jedynie pustymi skorupami, przestając istnieć zupełnie. Tylko wyznawcy Cesarza mieli gwarancję, że po dobrym życiu w Jego służbie, po śmierci również będą służyć Mu we wspaniałym Cesarskim pałacu w zaświatach, gdzie ich imiona i zasługi nie zostaną zapomniane.

Zamyślenie kapłana przerwał delikatny stukot dłuta o kamień. Młody kapłan doszedł do ostatniego etapu ceremonii ? wykucia imion na czarnych, kamiennych tabliczkach. Każdy ze zmarłych zostawał upamiętniony na tabliczce, którą miano następnie przetransportować do Miasta Mieczy i złożyć w Cesarskim pałacu, w miejscu należnym pamięci zmarłych wyznawców.

Ceremonia kończyła się. Wierni pochylili głowy, by otrzymać błogosławieństwo Monolitu. W szybko zapadającym zmroku mieszkańcy S?dehalt zaczęli niewielkimi grupami wracać do domów. Stary kapłan wsparł się na lasce, myśląc o dniu, kiedy młody następca wyryje jego imię na czarnej, kamiennej tabliczce, która zostanie przewieziona do cesarskiego pałacu...
Bliskim zabitych wypłacono ze skarbca Cesarstwa wysokie odszkodowania. Każda rodzina otrzymała również osobiste kondolencje od cesarskiego Namiestnika na kontynencie ? większość osób ledwie była w stanie przeczytać pięknie zapisane pergaminy, lecz zawisły one w s?dehaldzkich domach na honorowych miejscach.
Życie w S?dehalt toczyło się bezpiecznie i spokojnie. Tereny kopalni zostały otoczone wojskowym kordonem, ale przecież i tak nikt nie zamierzał się tam zapuszczać.
Obiecanki-cacanki
Berthold McMulligan siedział w sali audiencyjnej w zamku królewskim w pradawnej stolicy Terrain. Posadzek z szarego kamienia nie okrywały kobierce ani dywany, jak to miało miejsce w zachodnich królestwach, ale świeża słoma, wymieszana z wonnymi ziołami. Młody władca z roztargnieniem spoglądał przez okno na odbudowujące się miasto. Dun Mallow pozostawało niezamieszkałe od ponad trzystu lat, dopiero siły Cesarskie pozwoliły na wyzwolenie się Terrain z niewoli ? najpierw Randerskiej, potem Korwinowskiej - i powrót króla do stolicy.

Praca w mieście wrzała. Wszędzie widać było kilty o różnych wzorach ? w Dun Mallow postanowili osiedlić się członkowie prawie wszystkich klanów. Część mężczyzn pracowała przy odbudowie murów domostw, część kładła już strzechy na odnowionych chałupach. Chłopięta przed postrzyżynami mieszały zaprawę, bądź biegały ze snopkami słomy, a roześmiane dziewczęta przynosiły spoconym robotnikom wodę i strawę, gotowaną przez niewiasty w wielkich kotłach. Każdy z klanów zadomowił się w tej części miasta, którą zajmował przed wygnaniem królów terrańskich z ich własnej stolicy. Brakowało tylko McAlagos ? ich fragment miasta nadal straszył nie tkniętymi od setek lat ludzką ręką, zrujnowanymi budynkami. Członkowie tego klanu postanowili nie zasiedlać Dun Mallow ? zostali w swoich siedzibach tuż przy puszczy Taur?Nu?Wath.

Sala audiencyjna powoli zapełniała się. Szykowała się poważna narada ? w dziesięć lat po odzyskaniu wolności państwa, wodzowie klanów i ich następcy zamierzali debatować nad przyszłością kraju, ludzi, nad polityką, wojnami i całą resztą. Miała zostać również poruszona bardzo istotna sprawa królewskiego małżeństwa. Serce Bertholda skłaniało się ku złotowłosej Lonie, towarzyszce dziecięcych zabaw, jednak była ona z McMulliganów i małżeństwo nie przyniosłoby żadnych politycznych korzyści klanowi i państwu.
Salę wypełnił tłum gości. Berthold rzucił jeszcze jedno spojrzenie na okno, jednak teraz większość widzianych na zewnątrz osób stanowiły wojska cesarskie, ochraniające zamek i uczestników zebrania, skierował więc uwagę na znajdujących się wewnątrz przywódców klanów.

- Przyjaciele ? rozpoczął przemowę bez zbędnych wstępów. ? Zebraliśmy się w mieście naszych przodków, które po latach niewoli zostało nam zwrócone, aby przedyskutować najpilniejsze sprawy dotyczące państwa. ? W sali szybko zapadła cisza, czy raczej względna cisza. Zresztą nikt nie spodziewałby się, by w miejscu pełnym terrańczyków panował idealny spokój. ? Rozpoczniemy od poruszenia sprawy polityki zagranicznej i naszego stosunku do sąsiednich państw. Jak wszyscy wiemy, dopiero wojska cesarskie wyzwoliły nas spod długoletniej okupacji Randers i Korwina. Korwina, który mamił nasze oczy i uszy obietnicami wolnego Terrain, a który potrzebował tylko naszych mieczy i ciał naszych braci, ginących za niego i dla niego, by mógł panować nad całym kontynentem. Nie udało mu się to ? siły Cesarza Erspana oswobodziły nasz kraj i oddały nam władzę nad nim.

Ciężkie, dębowe drzwi otworzyły się akurat w momencie, kiedy Berthold nabrał tchu, by kontynuować mowę. Wszedł przez nie cesarski generał, przyjaciel młodego władcy, który nie niepokojony przez nikogo, a tylko odprowadzany nieco zagniewanymi spojrzeniami podszedł do podwyższenia, z którego przemawiał król.

- Wielce cieszy mnie lojalność wobec Cesarstwa, okazywana przez członków klanów Terrain. ? rzekł, wstępując na podwyższenie i stając przy Bertholdzie. ? Tuszę, iż żaden z szanownych panów nie będzie miał zatem nic przeciwko temu, że od tej chwili władzę w Terrain przejmuję ja, w imieniu Jego Cesarskiej Mości, Boskiego Cesarza Erspana XVII.

Najbliższe parę minut, czy też może godzin, przemieniło się we wspomnieniach Bertholda w plątaninę zamazanych obrazów: wpadający do sali cesarscy żołnierze, próby walki, krzyki, aresztowania i wreszcie wtrącenie do lochu.

Tak oto zakończyła się dziesięcioletnia niepodległość Terrain ? wodzowie klanów i ich następcy zostali wzięci do niewoli jako zakładnicy cesarskiego panowania nad górzystą krainą.
Władzę w Terrain przejęło wojsko cesarskie. Pozornie nic się nie zmieniło. Jedną niewolę zamieniono na kolejną ? nie randerską, ani korwinowską, a cesarską. Wojowniczy górale nie mogli nawet prowadzić walki przeciwko okupantom ? nie, jeśli nie chcieli ryzykować życiem uwięzionych wodzów i ich synów.
Jednak wódz jednego z klanów nie został cesarskim zakładnikiem. Segen McAlagos skontaktował się ze swoimi kuzynami z puszczy Taur?Nu?Wath. Elfy, będące w przymierzu z królem Korwinem, wysłały posłów do Randers. Po kilku miesiącach przygotowań, wojska były gotowe do odparcia sił cesarskich z Terrain.
Krąg druidyczny pod przywództwem Col przekazał jednak niepokojące wieści. Wyzwolenie państwa nigdy nie będzie trwałe, dopóki nie zapłonie ponownie święty ogień w Dun Mallow. Święty ogień zaś nie zapłonie bez właściwego drewna, które podtrzyma jego istnienie ? drewna Świętego Drzewa. Nikt nie wiedział w jaki dokładnie sposób, lecz w krótkim czasie, dwoje młodych z klanu McAlagos dostarczyło kręgowi gałąź Świętego Drzewa z Ostrogrodu.

W pradawnym, świętym miejscu odprawiono ceremonię rozpalenia wiecznego ognia. Płomienia mającego chronić krainę i jej mieszkańców, dawać im mądrość, siłę, jednoczyć i wspierać. Ogień, skropiony krwią przywódczyni kręgu, zapłonął. Obserwujący ceremonię druidzi mieli wrażenie, że pochłania on Col ? zdawało się, że szepcze Wróciłaś, córko. Dobrze się sprawiłaś, możesz już połączyć się ze mną tam, gdzie wszystko się zaczęło.

Powstali. Górale, zaprawieni w setkach lat walki o własny kraj, walki przekazywanej we krwi z pokolenia na pokolenie, sprzymierzeni z odwiecznymi wrogami z Randers i z elfami z Taur?Nu?Wath, po kilku miesiącach walk zepchnęli siły cesarskie za góry. Terrain było niepodległe. Wodzowie klanów wybrali swojego króla ? nie Bertholda McMulligan?a, którego narzuciło im Cesarstwo, lecz króla z klanu Mc Mulligan, Renla.
Dwa światy, dwa punkty widzenia
Do Jego Królewskiej Mości Korwina Malager, Króla Randers, Księcia Marchii, Najwyższego Wodza Klanów Terrain, Sprzymierzeńca Elfów, Brata Krwi Orczego Chana, etc., etc.

Najdroższy Bracie!

Mam szczerą nadzieję, że mój list zastanie Cię w dobrym zdrowiu, jakim i ja się cieszę. Liczę, że bliźniaczy brat mój, którego obecność jest, jak mniemam, dla Ciebie podporą i wsparciem, również w pełni sił przebywa u Twego boku. Spieszę przekazać Ci wieści o wspaniałym wydarzeniu, jakie stało się udziałem moim, mego męża, Rhîvrandira i całego ludu ostrogrodzkiego. Tydzień temu, narodził się mój syn, dziedzic Ostrogrodu, książę Tinvallir. Dziecko, podobnie jak i ja, czuje się dobrze. Podobieństwo do naszego ojca, Najjaśniejszego Księcia Ludwika Opolskiego z rodu Malager, jest wręcz uderzające. Wierzę, że tak, jak nasz Ojciec i jak Ty, ukochany Bracie, mój syn dokona w życiu rzeczy wielkich. Kiedy nadejdzie czas, ocali Ostrogród i przegna z niego siły naszego odwiecznego wroga, Cesarza.
(...)

Polecam się uwadze Twych myśli. Twoja siostra, Yvonell Malager, Księżna Ostrogrodu.
Osiemnaście lat później książę Tinvallir wraz z ochotnikami z Duscard, sporą częścią armii księżnej Yvonell i kilkoma doborowymi elfimi oddziałami z Minhiriath wyruszył na wyprawę wojenną, której celem miało być oswobodzenie Ostrogrodu spod niewoli Cesarskiej. Młody książę od dziecka słyszał opowieści o chwale i potędze Ostrogrodu ? o jego szczególnym charakterze, miejscu gdzie w zgodzie żyli ludzie, orki, elfy, krasnoludy, gdzie powstała pierwsza i jak na razie jedyna akademia magiczna. Słuchał wspomnień starych ludzi, którzy jako dzieci zostali zmuszeni do opuszczenia miasta przez siły cesarskie. Wysłuchiwał historii o atakach Cesarstwa ? pierwszym, nieudanym, odpartym przez demony i kolejnym, który zrównał wspaniałe miasto z ziemią.

Tinvallir od dziecka wyczuwał również tęsknotę w głosach opowiadających, słyszał nadzieję na powrót do miasta dzieciństwa, na wyzwolenie Ostrogrodu. Nadzieję na to, że może nie oni, ale ich wnuki będą mogły zamieszkać w tym szczególnym miejscu.

Myślał o tym, gdy dowodzone przez niego wojska stanęły pod S?dehalt, jak obecni mieszkańcy nazywali miasteczko wyrosłe na gruzach dawnego, wspaniałego Ostrogrodu. Bronione przez niewielki garnizon legionistów z Czarnego Wzgórza S?dehalt nie utrzymało się długo. Walka była krótka i brutalna ? na początku zaatakowali elfi łucznicy, potem wkroczyli żołnierze z Duscard. Samą liczebnością szybko pokonali legionistów. Niedobitki wycofały się na drugą stronę rzeki, osłaniając nielicznych s?dehaldczyków, którzy postanowili uciekać z miasteczka.

Większość jednak została. Nie sądzili, żeby mogła stać się im jakakolwiek krzywda?

Książę Tinvallir i elfie oddziały jego wojsk wyruszyły w dalszą drogę z powrotem do Duscard. W wyzwolonym Ostrogrodzie zostali żołnierze, których przodkowie opuścili miasto przed wieloma laty. Nie planowali jednak zamieszkać w odzyskanym mieście?
- Joran! Joran! Utrapienie z tym chłopakiem, Joran!!! ? pulchna młynarzowa stała na progu domostwa, wycierając ręce w fartuch i nawołując syna. ? Joooooraaaaan! Wracajże do domu, hultaju!
Joran, nieświadomy faktu, że jego matka, żona jedynego w S?dehalt młynarza, potrzebuje pomocy syna przy wyprowadzeniu krów na pastwisko, siedział właśnie na gałęzi sporego dębu, wyczekując na największe widowisko ostatnich tygodni. Niedaleko miejsca jego obecnego pobytu miały odbyć się ćwiczenia musztry żołnierzy cesarskich stacjonujących za rzeką. Joran postanowił, że kiedy dorośnie, zostanie legionistą. Widział już oczyma wyobraźni swoje płowe włosy przykryte metalowym hełmem, słyszał brzęk kolczugi i szelest czarnej jaki. I miecz ? oczywiście, miecz. Wspaniały, błyszczący miecz... Z rozmarzenia wyrwał go ostry głos dowódcy cesarskiego.
- Oddział, stać! W prawo zwrot! ? zaczynało się przedstawienie, na które Joran czekał od długiego czasu.
Kolejne żniwa w S?dehalt były bardzo udane. W spichlerzach złociły się góry pszenicy, w spiżarniach półki uginały się pod ciężarem serów i wędlin. Mieszkańcy miasteczka przygotowywali się do przetrwania zimy. Nie wiedzieli jeszcze, że większość z nich nie przetrwa tej zimy w S?dehalt, dawniej zwanym Ostrogrodem.

Nikt nie był przygotowany na atak. Zaledwie pół dnia wcześniej sołtys dowiedział się o nadciągających w kierunku S?dehalt wojskach. Przełamawszy lęk przed rozmową z wyższymi stanem, miętosząc w ręku czapkę udał się do kapłana i dowódcy wojsk cesarskich po drugiej stronie rzeki. Wydukał nieskładne prośby, nie odważając się nawet podnieść wzroku na dostojników cesarskich. Nie zauważył więc, że jego meldunek sprawił, że kapłan i nadsetnik wymienili zaniepokojone spojrzenia.
Nie było czasu na ściągnięcie dodatkowych sił, do obrony Sodehalt musiał wystarczyć niewielki garnizon ze Wzgórza.

Nie wystarczył. Większość żołnierzy zginęła w beznadziejnej walce ze znacznie liczniejszymi napastnikami. Nieliczni zdołali przekroczyć rzekę, osłaniając ucieczkę części osadników.
W S?dehalt zostało wielu ludzi. Traktowali to miejsce jak swój dom ? urodzili się tutaj, tu żyli, założyli własne rodziny. Wierzyli, że zasymilują się z nowymi mieszkańcami?
- Joran?Joran?Synku?- pulchna młynarzowa klęczała nad ciężko rannym synem. Gdzieś za jej plecami dopalał się młyn, którego do ostatniej chwili bronił jej mąż. ? Synku?Wszystko będzie dobrze, wyjdziesz z tego ? powtarzała, patrząc na wnętrzności wypływające z rozprutego mieczem duscardczyka brzucha Jorana. ? Zaprowadzę cię do Osady, oni pomogą, oni nie tacy źli?Zobaczysz, jeszcze wstąpisz do armii?
Zasnute mgłą oczy Jorana przez chwilę spojrzały trzeźwo i przytomnie na matkę. Poruszył głową, ogarniając wzrokiem płonące chałupy. O, niedaleko dopalał się warsztat szewski. Kuźnia dopiero co zaczęła się zajmować ogniem, na jej progu leżał kowal z rozwaloną czaszką. Wszędzie pełno było ludzi w barwach Ostrogrodu ? czerwonych z czarnym sokołem. Żołnierze biegali po całym miasteczku, wywlekając ludzi z ich domów, przeszywając mieczami, paląc domostwa. Joran pomyślał, że połączenie czarnego ze złotym w barwach Cesarstwa jest znacznie ładniejsze. Była to jego ostatnia myśl?

Do Jego Królewskiej Mości Korwina Malager, Króla Randers, Księcia Marchii, Najwyższego Wodza Klanów Terrain, Sprzymierzeńca Elfów, Brata Krwi Orczego Chana, etc., etc.

Umiłowany Stryju!
Z radością spieszę donieść Ci, że miasto naszych przodków, Ostrogród, zostało wyzwolone z rąk cesarskich. Z pomocą naszych elfich sojuszników przełamaliśmy cesarskie panowanie nad Ostrogrodem. Piszę do Ciebie tuż po powrocie z kampanii, kiedy wraz z elfami opuszczaliśmy miasto, część żołnierzy o korzeniach ostrogrodzkich postanowiła zostać tam i zobaczyć, jak możliwe będzie ułożenie sobie życia w dawnym Ostrogrodzie. Oczywiście nie jest na obecną chwilę możliwe przeniesienie stolicy do Ostrogrodu, Księżna, moja Matka, a Twoja Siostra, pozostanie w Duscard. Postaramy się jednak jak najszybciej odbudować Ostrogród, nasze wyjątkowe miasto.
Z pozdrowieniami i ukłonami, Tinvallir Malager, Dziedzic Ostrogrodu

Ostrogród został wyzwolony spod panowania cesarskiego. Jak jednak szybko się okazało, nikt nie chciał wracać do pustych ruin, porzucać życia wiedzionego w Duscard, budować wszystkiego od nowa.
Żaden sodehaldczyk nie wrócił do domu. Ci, którzy przeżyli, przenieśli się w bardziej bezpieczne tereny, do Marchii, do Prowincji.

Dumne, wspaniałe, jedyne w swoim rodzaju miasto zostało opuszczone po raz kolejny. Lecz nie na długo. Szybko zaczęło być wspaniałe pod innym względem ? wspaniałe, jako miejsce, w którym można się ukryć, przeczekać, przeprowadzić nielegalne interesy?

Władza Cesarstwa kończy się na rzece. Władza Duscard nie sięga aż tutaj. Miejsce, dawniej znane jako Ostrogród, a w nieodległej przeszłości jako Sodehalt pozostaje samo sobie królestwem?

24-04-2006