Taur-nu-wath
"Są potomkami elfów, które poszły za Naernilem- tym, co jako pierwszy przelał bratnią krew, w czasach najtrudniejszych dla całego naszego narodu. Jak można było zdradzić prawowitego władcę i pójść za kimś, kto nie potrafił powstrzymać swych emocji? Już to nie świadczy o nich dobrze, a i teraz pokazują brak rozwagi w sprawach swego państwa... Państwa, które założyli gardząc tym samym dawną tradycją, jaka zrzeszała wszystkie elfie ziemie pod jednym władcą. Mine anar, mine ithil ar mine aran! To jest prawo, które nigdy nie powinno zostać złamane...
Wojny Krwi, bratobójcze walki, jakich się dopuszczali-to wszystko odcisnęło na nich piętno i świadczy jedynie o tym, że ich przodkowie byli warci wygnania z naszych ziem, a oni nie są wcale lepsi..."
[Sil'rien, głowa Domu Sokolego Szponu]
"Taur-nu-Wath? Cały czas jesteśmy jednym, choć los rozdzielił nasze drogi. Nie rozumiem elfów, którzy uważają ich za gorszych od nas. To niemal tak jakby gardzili samymi sobą.
Często widuję moich krewniaków z północnej puszczy i mogę od razu powiedzieć, że nie różnimy się niczym...oprócz doświadczeń i miejsca w którym mieszkamy. Ich las jest tak różny od lasów Minhiriath. Widać w nim dzikość i ten rodzaj niebezpiecznego piękna, jaki cechuje tereny dalekiej północy..."
[Harnniel, podróżnik z Domu Ścieżek]
"Nigdy wcześniej nie utrzymywaliśmy ze sobą bliższych kontaktów politycznych, choć nie mogę powiedzieć, że żadne próby nie były podejmowane. Chyba jednak czas nam nie sprzyjał. A może tak jak mówią niektórzy, było jeszcze za wcześnie na podejmowanie takich prób. Wszystko się jednak zmienia. Nareszcie nadszedł moment, gdy oficjalnie możemy powiedzieć, iż nasze państwa są teraz sobie bliższe. Szkoda jedynie, iż potrafiliśmy się wszyscy tego podjąć dopiero gdy zmusiła nas do tego sytuacja...
Faktem jest natomiast, że nadal wielu z elfów żywi urazy do swoich krewniaków z północy. Wszyscy jednak liczymy, iż nasze przyszłe decyzje i czyny będą jak najlepsze dla obu państw."
[H'azarin, ambasadorka Minhiriath z Domu Srebrnych Liści]
Ludzie
"Życie ludzkie przemija niczym pory roku i niczym pory roku potrafi być zarówno gwałtowne i pełne pasji, jak i spokojne i ciche. Na każdy ludzkie czyn splatają się setki zależności, które wynikają z ciągłego pośpiechu, jaki cechuje ich krótkowieczną rasę.
Nie znaczy to jednak, iż są od nas w jakiś sposób gorsi. Nie, są po prostu w wielu rzeczach od nas różni. Tak samo jak my, są zdolni zarówno do dobra i zła.
Czym, jak nie dobrem, mogę nazwać chęć zgłębiania tajników i uczenia Sztuki, które to przyczyniły się do założenia Akademii Magicznej w mieście zwanym Ostrogrodem? I czym innym, jak nie złem mogę nazwać późniejsze spalenie i rozgrabienie zbiorów tejże Akademii? W ludzkim świecie wszystko przemija i jest zmienne...I jeśli decydujemy się na życie w tym świecie, to nawet my musimy brać tą zmienność pod uwagę."
[Gellianael, mag Keleb-taith z Domu Ciszy]
"Chcąc tego czy nie, to właśnie z ludźmi i z ludzkimi państwami najczęściej mamy styczność w dzisiejszych czasach. Ludzie są słabsi w swych postanowieniach, bardzo zapalczywi.... Czy warto jest zatem dostosować się do niektórych ich sposobów działania i przywar, w naszych wzajemnych relacjach? Niestety, okazało się już, że w druga stronę nie działa to najlepiej o czym świadczy osoba samego Korwina- którego wychowanie pośród elfów z Taur-nu-wath wcale wielkim przyjacielem elfów nie uczyniło. Czas pokazał, co wynikło z czynów tego władcy i raczej nie przysłużyły się one elfom."
[Sil'rien, głowa Domu Sokolego Szponu]
"Ludzie? W czymże mogą oni równać się nami? Najstarszą z ras! Ich życia są tak krótkie, że zawsze gdy muszę mieć z nimi do czynienia , zastanawiam się w jaki sposób byli w stanie utworzyć swoje państwa i nie padły one po kilku latach...
Ale to nie jest ważne. Minhiriath zbyt długo z pobłażliwością traktowało ludzi- ich arogancję, butę i pychę, co sprawiło , że ludzka zuchwałość pozwoliła im sądzić, iż są nam równi lub nawet nas przewyższają. Jestem pewien, że już wkrótce poznają swój błąd"
[Baelthan, fechtmistrz z Domu Wichrów, zwolennik frakcji Nimruth]
Cesarstwo
"Dopóki na granicy naszego lasu znajdowały się ludzkie wsie i osady wszystko układało się pomyślnie. Nawet, gdy na te tereny przybyło cesarstwo i podporządkowało sobie ludzkie plemiona, nie mieliśmy powodów, by żywić jakieś wrogie uczucia do mieszkańców Cesarskiego pogranicza. Można powiedzieć, że staraliśmy się nie przeszkadzać sobie nawzajem. Oni raczej schodzili nam z drogi i nie próbowali wchodzić głębiej na nasze ziemie, a my nie niepokoiliśmy ich i trzymaliśmy się pod osłoną lasu.
Nie wiem jak sprawy się mają głębiej na terenach Cesarstwa, ale z tego, co wiem elfy od dawna nie są tam darzone sympatią. Czemu tu sprawa miała się inaczej? Może dlatego, iż to pogranicze, oddalone od stolicy gdzie przebywa Cesarz, który obwołał się bogiem dla tych ludzi. Jego edykty i postanowienia nie docierały w to miejsce tak szybko.
Wszystko się zmieniło, gdy nadeszła cesarska armia. Gdyby chociaż była to armia złożona z ludzi, walczylibyśmy wtedy jak równy z równym i z szacunkiem podeszli do swego przeciwnika. Ale Cesarstwo rzuciło przeciw nam armię nieumarłych. Pokazało tym samym, że nie jest warte ani naszego szacunku, ani respektu. Jeśli oni chcą z nami walczyć armiami złożonymi z tych nienaturalnych tworów nieczystej magii i nie mają odwagi stanąć z nami oko w oko, to my nie możemy traktować ich inaczej niż tych istot, jakie przeciwko nam posyłają...Jako plagi bezmyślnych stworów, którą trzeba trzymać od siebie na odległość ostrza."
[Verielnar, dowódca oddziału zwiadowców "Zwiastun Świtu" z Domu Brzóz]
"Nigdy nie byliśmy państwem, które w jakiś sposób pragnęło zaszkodzić swoim sąsiadom. To raczej my musieliśmy powstrzymywać zakusy innych, na nasze ziemie. Nigdy też nie staraliśmy się tępić czyichś przekonań, czy religii. Nawet, jeśli wydawały nam się naiwne, darzyliśmy te przekonania i religie szacunkiem.
Czemu zatem Cesarz tak nas znienawidził? Czemu atakuje nasze granice, pali nasz las, posyła przeciw nam armie złożone z nieumarłych żołnierzy? Cały czas jest to dla mnie tajemnicą.
Wcześniej traktowaliśmy Cesarstwo jako zwyczajne ludzkie państwo...może trochę bardziej agresywne w swej polityce. Nasi żołnierze starali się nie zabijać, jeśli nie było takiej potrzeby, brali jeńców, lecz w końcu ich wypuszczano.
Teraz trudno nam mieszkańców Cesarstwa uznawać za istoty przebudzone, a co dopiero traktować godnie na polu bitwy.
Nasza natura nie nawykła do agresji, nasza kultura nie jest kulturą wojen i podbojów. Lecz cóż mamy zrobić, gdy to co należy do nas od wieków, jest zagrożone? Możemy tylko zmusić naszego przeciwnika do gry na naszych zasadach i nie mieć żadnej litości, tak jak on nie miał dla nas."
[Gellianael, mag Keleb-taith z Domu Ciszy]
Dom Smutku
"Nikt z nas nie wie zbyt wiele o tym Domu. Wiemy tylko tyle, że od wieków pozostają niezmienni. A może i w tym się mylimy? Może i oni ulegają kaprysom czasu?
Pamiętam, że jeszcze za rządów dawnych władców i przed podziałem elfiego państwa statki pod szaro błękitnymi żaglami Domu Smutku pływały po morzach i zabierały ze sobą tych, którzy już nie mogli znieść surowych praw, jakie rządziły tymi krainami. Niemal wszyscy moi dawni towarzysze odpłynęli już za mgły...
Nikt z Domu Smutku nigdy nie mówi o tym gdzie pływają ich statki, a ich samych bardzo trudno jest spotkać, gdyż nigdy nie schodzą na ląd...Może tylko w niektórych portach po to by uzupełnić zapasy, lecz nigdy nie pozostają tam dłużej niż dzień.
Wiele lat temu miałem szczęście spotkać jednego z nich w niewielkim portowym mieście, którego zabudowania dawno znikły pod falami, a nazwa została już zapomniana.
Kobieta o szarych jak burzowe niebo włosach, stała nieopodal trapu okrętu, na którego burtach widniały znaki Domu Smutku. Podszedłem do niej chcąc zadać kilka pytań...Lecz gdy zwróciła na mnie spojrzenie jasnych oczu zapomniałem, iż w ogóle miałem zamiar się do niej odezwać. To, co kryło się w oczach tej elfki sprawiło, iż poczułem ogromny żal i tęsknotę za czymś, co nie do końca było dla mnie jasne. Ona spojrzała tylko w kierunku burt okrętu, a te dwa uczucia, które walczyły w mej duszy o pierwszeństwo i które wywołało to jedno smutne spojrzenie sprawiły, iż mogłem tylko pokręcić głową i cofnąć się, by później szybko odwrócić i odejść. Do tej pory jestem pewien, iż uśmiechała się patrząc za mną..."
[Rav'tilven, były Strażnik Miecza i chorąży króla Adanantaela, obecnie Strażnik Pamięci w Kwitnącym Lesie- enklawie w Arkannon]
Krasnoludy
"Muszę przyznać, iż to naprawdę fascynujący naród. Tak od nas różny...tak bardzo zafascynowany metalurgią i kamieniarstwem. To sprawia, iż z prawdziwą radością spotykam przedstawicieli tej dumnej rasy. Swego czasu miałem okazję gościć w jednej z krasnoludzkich Twierdz. Tak przypominała mi niektóre miejsca Lómeneth i jednocześnie było w niej tyle nowych, interesujących rzeczy, że zdarzało mi się czasem zatrzymać przed jakimś budynkiem, bramą, czy nawet najmniejszym architektonicznym szczegółem i trwać w miejscu przez czas dłuższy, podziwiając zręczność, rozmach i talent mych gospodarzy. Nie mogę ukrywać, że często bawił ich mój zachwyt, ale też chyba czuli się mile docenieni bo kiedy tam przebywałem, nigdy niczego mi nie brakowało."
[Harnniel, podróżnik z Domu Ścieżek]
"To dobrzy żołnierze. Odważni i dumni, a przede wszystkim honorowi. Mogę tylko mieć nadzieję, iż i oni uznają nas za godnych wojowników.
Ich pomoc podczas wojny z Cesarstwem jest nieoceniona i często to właśnie ich oddziały przeważały szale na naszą stronę. Przyznam też, że także ich wynalazki często ratowały niektórym z nas życie...choć ja sam wahałbym się przed używaniem większości z nich."
[Ka'len z Domu Wichrów, dowódca Błękitnej Wstęgi-oddziału lekkiej jazdy Królewskiej Armii Minhiriath]
Orkowie
"Ziemie mojego Domu zostały doszczętnie wypalone i zniszczone przez te potwory, a i później Las cierpiał z powodu najazdów różnych band...bo armią trudno mi to nazwać. Jak wielu z nas zginęło pod ich ciosami, trudno mi zliczyć. Lecz mimo tego, że w istocie bliżej im do zwierząt niż do nas, powinniśmy mieć do nich respekt...są równie szybcy jak ludzie, ale jednocześnie niesamowicie silni. Nie pojmują złożonych zasad taktyki i strategii, jednak w grupie potrafią być naprawdę niszczycielską machiną. To wszystko sprawia, iż każdy z orków to wymagający przeciwnik."
[Ariia, żołnierz z Domu Popiołów]
"Spotkałem w swym życiu wielu z nich...i stałem zarówno przeciwko nim, jak i wraz z nimi.
Gdy z nimi walczysz potrafią być naprawdę przerażający. Widziałem jak jedno ich uderzenie może powalić na ziemie jeźdźca wraz z koniem, jak jeden cios jest w stanie odrąbać przeciwnikowi głowę razem z ramieniem i barkiem.
Lecz gdy walczyłem wraz z nimi przeciwko jednemu wspólnemu wrogowi to widziałem, że ta ich siła i dziwna, nie złamana niczym brawura i odwaga potrafi naprawdę podnieść morale oddziałów, z którymi są sprzymierzeni. Mimo początkowej nieufności, a czasem wręcz niechęci, jaką prezentowali moi podkomendni, gdy po naszej stronie stanęli ci, którzy walczyli przeciw Klanowi Czarnego Słońca, wkrótce okazywało się jak sprawnymi wojownikami są i nawet najbardziej niechętni orkom musieli to przyznać."
[Ka'len z Domu Wichrów, dowódca Błękitnej Wstęgi-oddziału lekkiej jazdy Królewskiej Armii Minhiriath]
"W sumie niewiele wiemy o orkach, mimo tego, iż granice naszych ziem stykają się. Niestety...Chociaż wiele razy próbowaliśmy podejmować rozmowy z tym walecznym ludem to prędzej czy później założenia naszych układów były łamane, a my musieliśmy stawać przeciwko nim w obronie naszych granic. Wątpię, by orki były ludem zakłamanym i chyba nie z tego wynikało ciągłe łamanie naszych wspólnych postanowień. Z moich doświadczeń wynika raczej, że są oni rasą bardzo honorową i nie łamią raz danego słowa. Problem leży chyba w tym, że nie potrafią się oni do końca zjednoczyć, a ich społeczeństwo działa na zasadzie pojedynczych, tylko sobie podległych plemion. Oczywiście, istnieje takie pojęcie jak Chanat i Chan, który dla naszego dobra powinien sprawować rządy nad wszystkimi plemionami. Lecz jego władza ma raczej dość specyficzny charakter i orki są pod jej wpływem tak naprawdę dopiero, gdy mogą zobaczyć postać swego przywódcy i usłyszeć jego głos wydający rozkazy.Odległe postanowienia i dokumenty niewiele dla nich znaczą ."
[H'azarin, ambasadorka z Domu Srebrnych Liści]
Małe Rasy
"Niziołki? Tak spotkałem kiedyś jednego. Doprawdy...przebiegłe stworzenie. Płynąłem wtedy w górę rzeki Białych Kamieni. Na łodzi miałem kilka beczek z jabłkami, jakie jeden z Domów chciał przesłać do swoich siedzib w głębi lasu. Gdy zatrzymałem się pierwszej nocy na brzegu, usłyszałem jakieś skrobania i pokasływania dochodzące z jednej z tych beczek. Gdy ją otworzyłem, okazało się, że w środku siedzi właśnie niziołek. Cóż...musiałem z nim wracać na granicę Lasu, żeby oddać go jednemu z patroli. Przyznam, że tak mnie rozbawiła ta próba zwiedzenia lasu, że nawet nie zamknąłem go ponownie w beczce, a pozwoliłem usiąść przy ognisku tamtej nocy. Zabawne istoty..."
[Sintar, flisak z Domu Ścieżek]
"Małe, przebiegłe, a na dodatek jeszcze dziwaki-tak mogę scharakteryzować gnomy. A przynajmniej te, które ja spotkałam. Zazwyczaj, gdy przybywają do mnie kupcy z ludzkich państw, staram się prowadzić z nimi interesy, ale wtedy, gdy przyjechał z nimi ten długonosy gnom w okularach, było to bardzo utrudnione. Biegał on po domu zapisywał coś w notatniku i w kółko mi przerywał pytając czy może zadać mi pytanie!
W każdym razie ja już więcej takiego tutaj nie mam zamiaru wpuścić."
[Ecklenirielle, kupiec z Domu Złotego Dębu]
txt. Emilia Skirmuntt