Stereotypy Taur-nu-wath

Minhiriath

"Łączy nas wszystko: wspólny rodowód, kultura, obyczaje. A dzieli tylko ta sprawa sprzed dziewięciuset lat, choć i tak większość z nas jej nie pamięta. Ci, których dotyczyła już dawno pożeglowali za Mgły. Nasza historia potoczyła się inaczej, ale dalej jesteśmy jednym ludem. W czasie Wojny Krwi musieliśmy wyrzec się naszych braci sprzymierzonych z Mortimerem. Teraz Minhiriath musiało wyrzec się elfów, którzy doświadczyli podobnego Zła w cesarskiej niewoli. Oby znaleźli spokojną przystań."
[Rilendil z Domu Cieni, Piszący Księgi Dni]

"Są naiwni w swym pojmowaniu szlachetności. Gardzą nami, bo sądzą, że nasze serca są zbrukane przez zło, jakiego doświadczyliśmy. A przecież nie staliśmy się źli, tylko mądrzejsi. W swoim zaślepieniu nie widzą, że dało nam to siłę, której im może kiedyś zabraknąć."
[Tre'Vicaenar z Domu Mieczy, dowódca Milczących]

"Minhiriath i Taur-nu-Wath nie są i nigdy nie były do siebie wrogo nastawione. Faktem jest, że nie utrzymywaliśmy ze sobą bliższych stosunków. Jednak teraz, kiedy ludzie spoglądają chciwie na nasze lasy przyszedł czas, aby to zmienić. Nie będę bezczynnie patrzył jak zabijają naszych krewniaków, nie ważne, którą puszczę nazywają domem. Dzisiaj karczują lasy i palą ich domy, aby zbudować brudne miasta i zaprowadzić swe prawo, które jak myślą jest prawem decydowania o wszystkim co im podległe. Jutro może przyjść kolej na nas. Wnoszę więc, aby przerwać milczenie, rozpocząć rozmowy w Chmurnym Szczycie i połączyć się sojuszem z naszymi krewniakami. Po Wojnie Krwi byliśmy zbyt osłabieni jako państwo by wesprzeć ich w walce z Mortimerem a mimo to wielu z nas podjęło walkę na własną rękę. Teraz, gdy zagraża nam wspólny wróg powinniśmy działać razem. Trzeba przeciwstawić się tej nawałnicy ze wschodu w obronie tego, co jest drogie nam wszystkim."
[Raneil z Domu Cierni, Mówca Wysokiej Rady]

Ludzie

"Ludzie przypominają płonące pochodnie. Jasny płomień, zmienny i niestały, a im mocniej się pali tym szybciej gaśnie. Jego koniec jest już z góry wiadomy i nie można temu zapobiec. Niewielu z nich rozumie, że pochodni można użyć, aby oświetlić sobie drogę a nie tylko by podpalić czyjś dom."
[Bez podpisu]

Poddani Cesarza

"Mój brat miał tylko 150 lat kiedy wraz ze swoim oddziałem wyruszył na wojnę z Cesarstwem. Wszyscy przecież broniliśmy wtedy naszego lasu... Po tamtej bitwie, pamiętasz, nie zdołali się wycofać i zostali wzięci do niewoli. Długo czekaliśmy z ojcem i siostrami na jakieś wieści, ale te które w końcu do nas dotarły mówiły o masowych egzekucjach. Nigdy nie zapomnę tamtego dnia, kiedy pozwolono rodzinom odnaleźć swoich bliskich wśród ofiar. Panowała dojmująca cisza, żal był tak wielki, że nikt się nie odzywał, ptaki i zwierzęta umilkły a drzewa, które patrzyły na naszą niemą rozpacz, umarły. Poznałam Ithilnaya po wzorze, jaki wyszyłyśmy mu na koszuli. Zabrałam jego ciało do domu i pochowałam na Polanie Trzech Wodospadów. Na jego mogile wyrósł piękny cis, z którego konaru zrobiłam swój łuk. Jestem tutaj, bo tu jest wojsko Cesarza, a mój łuk wciąż śpiewa pieśń zemsty. Nie, nie żal mi ich i nie o nich myślę, kiedy strzała niesie im śmierć, tylko o Ithilnayu, którego już nigdy nie zobaczę. To nie są istoty przebudzone, nie po tym co zrobiły. Powiadam ci, zabijmy te wszystkie robaki, zanim zaleją naszą ziemię i zniszczą wszystko co kochamy."
[Tiss'arien, łuczniczka z Domu Pająka]

"Cesarstwo dysponuje największą armią spośród wszystkich ludzkich państw. Ich głównym atutem jest ciężka jazda. Mit o jej potędze złamano wprawdzie pod Tangar niemniej jednak w bitwie pod Wolnym Miastem potwierdziła swą wartość. Piechota jest karna i dobrze dowodzona i nieźle znosi forsowne marsze, jednak na polu walki mało mobilna a w lesie nie mogą utrzymać zwartego szyku. O oddziałach zwiadowczych i łucznikach nie da się powiedzieć nic więcej niż o podobnych oddziałach w innych ludzkich państwach. Poważny problem stanowią nieumarli. W przeciwieństwie do ludzi nie przeszkadzają im ciemności i nie znają zmęczenia ani głodu. Od czasów Mortimera, nie było bitew z ich udziałem na tak wielką skalę. Cesarstwo dysponuje dużą, sprawną i dobrze dowodzoną armią marionetek, ale kiedy już zlikwiduje się kapłana Monolitu lub maga który ich kontroluje, idą w rozsypkę. To ich słaby punkt, który możemy wykorzystać. Oczywiście można ich zniszczyć bezpośrednio za pomocą zwykłej siły, ale jest to... czasochłonne. Znacznie skuteczniej można wykorzystać do tego magię. Szczególnie skuteczna jest tu Calen Tarag, która ludzie nazywają Magią Czystego Lasu."
[Anarfin, Strażnik Miecza z Domu Lodowego Ostrza wyznaczony przez Wysoką Radę na Tarczę Wschodu]

"Nasze umowy z Cesarstwem wygasły już dawno temu. Od tego czasu uczynili wiele, byśmy nigdy już nie chcieli zawierać nowych. Podżegali do morderstw, zamachu stanu i zdrady nie tylko w Taur-nu-Wath, ale również w Minhiriath. Poczynania Cesarza przypominają działania Mortimera. On także w swoich planach posługiwał się rękami swoich popleczników. Do Minhiriath już nie wpuszcza się elfów powracających z cesarskiej niewoli. Nie jestem zwolenniczką tak daleko posuniętych działań. Proponuję jednak by ci nieliczni, którzy wracają z cesarskiej niewoli, poddawani byli z założenia wszystkim dostępnym czarom, mogącym wykryć lub rozproszyć ewentualny urok lub inne podporządkowujące zaklęcia."
[Aryana, Mówczyni Wysokiej Rady z Domu Mieczy]

Krasnoludy

"Szczycimy się tym, że dzieła naszych rąk nie mają sobie równych pod względem piękna, funkcjonalności i trwałości. Jeśli chodzi jednak o kowalstwo, to muszę przyznać, że Synowie Gór dorównują nam pod każdym z tych wymienionych. Kilkakrotnie miałem do czynienia z bronią, zbrojami ozdobami i innymi wyrobami, które wyszły z ich kuźni i warsztatów i... na Niebo i Gwiazdy! Gdy trzymałem w rękach wykute przez nich ostrze, wydawało mi się, że metal wciąż śpiewa pieśnią ich młotów... Ich nieco geometryzujący styl zdobniczy, może wydawać się trochę surowy w swej prostocie, jednak posiada swe niezaprzeczalne piękno... To zaskakujące, że istnieje inna rasa, która również w dzieła swych rąk wkłada swe serce. Chociażby za to należy się im szacunek. Ostatnio nasz dom gości kilkunastu ich utalentowanych płatnerzy. Podobno ich kamieniarze mają zająć się wzmocnieniem fortyfikacji naszych twierdz na granicach z Cesarstwem. Będzie to okazja do pierwszej większej współpracy naszych rzemieślników od czasu wzniesienia Lómeneth. Naprawdę cieszę się, że dane mi było tego doczekać."
[ Hirovinael, płatnerz z Domu Cierni ]

"Nazywamy ich Naugrimami, Synami Gór lub Mistrzami Kamienia. Sami siebie nazywają Khazadami. To mały wzrostem, lecz twardy i dumny lud, choć jak dla mnie zbyt burkliwy i małomówny. Na pewno jednak cenią swój honor i swe słowo. Jak sami mówią, ?Dla przyjaciół mają zawsze miejsce przy stole i podarunek na odchodnym a dla wrogów twardy kamień i ostrą stal.? Myślę, że raczej niewielu nazywają przyjaciółmi, lecz w drugą część powiedzenia jestem w stanie uwierzyć od razu. Nie miałem okazji walczyć z nimi ramię w ramię ale jeśli opowieści o ich czynach w czasie wojny z Mortimerem są prawdziwe, to wolałbym nie walczyć przeciw nim, choć na pewno starcie byłoby interesujące. Poza ich kamiennymi miastami najczęściej widuje się ich kupców, lecz podczas pobytu w Chmurnym Szczycie widziałem także ich żołnierzy. To zdumiewające ile stali potrafią nosić na sobie a mimo to wciąż się poruszać. U ich ciężkozbrojnego gwardzisty jedyne słabsze punkty zbroi to szczeliny w hełmie i, chronione mocną kolczugą, miejsca zgięć stawów między płytami i łuskami zbroi. Oczywiście, będąc dostatecznie szybkim i wykorzystując przewagę zasięgu broni i ramion dałoby się rozstrzygnąć w końcu pojedynek na swoją korzyść, niemniej jednak byłoby to starcie godne pieśni."
[Yannariel z Domu Jesieni, towarzyszący hiril Eloe z Domu Mgieł w czasie jej poselstwa do Thana Chmurnego Szczytu]

Orkowie

"Są brutalni i nieokrzesani. Ich społeczeństwo cechuje ten specyficzny kult siły i sprawności wojownika. Nie trzeba jedna obawiać się o trwałość zawartych z nimi umów. W każdym razie jeśli chodzi o czas powiedzmy jednego pokolenia lub konkretnego ?Przymierza Krwi? zawieranego z danym klanem. Ponad wszystko cenią bowiem honor i trzeba przyznać, że dotrzymują słowa. W każdej kwestii... Jeśli któryś z nich mówi, że cię zabije, to zrobi to, lub w każdym razie będzie próbował."
[Mahtariel "Lalaith", Strażnik Miecza z Domu Mgieł, Poseł Taur-nu-Wath do Chana Orków ze Stepu]

"Orkowie... Nie sądzę, żebym miał kiedyś ich zrozumieć... Wbrew temu, co się u nas mówiło są jednak rasą przebudzoną. Tak myślę... Kiedyś, podczas jednej z wędrówek trafiłem do ich obozu. Nie powiem, żeby powitali mnie przychylnie. Nie rozumiałem, co mówią, ale kiedy jeden z nich wyciągnął broń i ruszył w moją stronę, wiedziałem, że walczę o życie. Początkowo starałem się go wybadać; sprawdzałem, jakim przeciwnikiem jest ten wielki ork z toporem i tarczą. Niestety nie miałem miecza, a jedynie dwa długie myśliwskie noże, co bardzo utrudniało mi walkę. On był nieco powolny, lecz równocześnie niebywale silny i sprawny. Niewielu ludzkich wojowników byłoby w stanie mu dorównać. Jego cios nieomal mnie powalił. Krążyłem dookoła niego zmuszając do niecelnych ataków, ale jego tarcza była dużą przeszkodą. Dopiero, kiedy się zmęczył wskoczyłem na nią i szybkimi pchnięciami w szyję, obojczyk, pachę i oko odesłałem jego duszę do jego Krainy Przodków. Spodziewałem się, że ktoś z jego pobratymców będzie chciał pomścić jego śmierć, lecz oni tylko zabrali ciało swojego towarzysza o odeszli. Po chwili jeden z nich gestem zaprosił mnie do ich ogniska. Nie wiem o czym mówili, ale nie byli wobec mnie agresywni. Siedziałem przy ich ogniu do rana. O świcie ruszyłem w swoją drogę."
[Mir?renel, myśliwy z Domu Alagos]

Małe rasy żyjące wśród ludzi

"Kiedy Cesarstwo ogłosiło edykt o czystości rasy, dostałam rozkaz zajęcia się, razem z moim oddziałem, pomocą w przeprowadzeniu przez góry uchodźców, którzy musieli opuścić swe domy. Były to głównie niziołki i gnomy od pokoleń mieszkające w ludzkich miastach pod panowaniem Cesarza. Ich ucieczka była istną drogą przez mękę, a oni wciąż tęsknili do tego co pozostawili za sobą w swojej niegościnnej ojczyźnie. Ci, którzy nie zaznali prawdziwego domu doszukują się go w każdym najlichszym nawet schronieniu."
[Tinarven, z Domu Cieni, zwiadowca i Przechodzący w oddziale "Szepczący Strumień" ]

"Pytasz o urządzenie, które stoi w mojej pracowni? To zestaw precyzyjnie wypolerowanych soczewek zakupiony w Wolnym Mieście od pewnego gnoma. Te małe istoty mają ogromny talent do konstruowania różnych tego typu "zabawek". Nauka i technika pochłania ich do tego stopnia, że są w stanie zaryzykować życie, żeby dokonać kolejnego odkrycia. Słyszałem, że podobno kiedyś kilku gnomów chciało posiąść tajemnicę latania. Znaleziono ich później wszystkich martwych niczym wielkie muchy z poprzyczepianymi skrzydłami z piór, płótna i rybich pęcherzy. Widocznie chcieli je wypróbować i wykonali skok ze skały w nadziei, że ich patent zadziała. Nie wiem czy ta historia jest prawdziwa. Śmiejesz się, ale trzeba przyznać, że to właśnie oni są w ludzkich państwach prekursorami myśli technicznej."
[Galendil, mag z Domu Zmierzchu]

txt. Ania Kaiper i Marcin Batylda